Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 maja 2017

Puder prasowany HD Freedom System Inglot 403

Dziś przedstawię Wam mój obecny hit do twarzy marki Inglot. 
Pudry prasowane dostępne są do znanych nam kasetek- paletek, które komponujemy sobie same. Uwielbiam tę opcję. Mam dużą paletę magnetyczną i umieszczam w niej produkty, które wyjątkowo mi się podobają. Komponowanie palet to wspaniała okazja do utworzenia miksu, który będziemy używać z ochotą. 

Wkład pudru HD kosztuje 43 zł. Zawiera 6,5 g.









Puder dostępny jest w 5 bardzo delikatnych odcieniach. Posiadam najjaśniejszy odcień 403, który rozświetla i nie nadaje żadnego koloru. Nie jest  ciepły ani za chłodny. Bardzo uniwersalny.



Efekt po tym pudrze, jest niezwykle subtelny. Nie ma mowy o nachalnym i kiczowatym efekcie, który coraz częściej producenci wciskają do swoich szaf w drogeriach. Jestem fanką delikatnie rozświetlonych policzków, nie podobają mi się te sztuczne tafle, tak mocno napigmentowane jakbym nacierała policzki cieniem na mokro. To nie dla mnie. Nadmiar rozświetlacza może bardziej zaszkodzić niż dodać uroku. Jestem posiadaczką cery z tendencją do przetłuszczania się w strefie T i nie potrzeba mi dużo rozświetlenia. 

Inglot HD to kosmetyk, który zawiera pyłek diamentowy, który ożywia skórę i maskuje niedoskonałości. Produkt ma satynowe wykończenie. Idealny do rozcierania. Nie ma smug przy użyciu puchatego pędzla jak i takiego ze zbitym włosiem. 





Za pomocą pudru HD uzyskuję świeży wygląd skóry z delikatnym rozświetleniem, który utrzymuje się cały dzień. Jest na tyle delikatny, że można go używać na całą twarz. Nie ma drobinek. Nakładam go przeważnie w okolicy brwi, na kości policzkowe i w okolicy ust. Przepięknie wygląda w kamerze i na zdjęciach. 


A Ty czym rozświetlasz swoje policzki?


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Pędzle do nakładania różu: Hakuro H21, Inglot 15 BJF i Lovely.


Obecnie do nakładania różu na policzki używam trzech pędzli. Innych nie mam, puściłam w świat te, których nie używałam. Pędzel z Inglota ma już 5 lat, Hakuro około 1,5 roku a Lovely dostałam kiedyś w paczce ambasadorskiej i było to około 2 lata temu. 

Najtrwalsze pędzle ma Inglot, służą parę lat a włosie nie traci swoich właściwości. 
Hakuro już nie jest tak miękki jak był mimo to, że dbam o niego i myję w łagodnych detergentach. Lovely to średniak, który można kupić za śmieszną kwotę, rozciera fajnie ale nie jest tak miękki jak pozostałe dwa i nie współpracuje ze wszystkimi kosmetykami. 






Pędzelek okrągły Inglot jest niebywale mięciutki. Dość duży, precyzyjnie ścięty i bardzo puszysty. Przy jego pomocy róże nakładają się miękko, uzyskanie mgiełki jest banalnie proste. Pędzelek ma bardzo fajny kształt i wielkość, która pozwala na używanie go do nakładania różu jak i pudru. Biorąc go do ręki od razu czuć, że jest to pędzel wysokiej jakości. Do produkcji tych pędzli wykorzystują włosie kozy, jest bardzo błyszczące nawet po 5 latach używania. Nie wypłowiało, jest nadal niebiańsko miękkie. Pędzle z Inglota są drogie ale wg mnie warte swojej ceny. 15 BJF kosztuje około 40 zł. 




Hakuro H21 jest wykonany z naturalnego włosia kozy. Włosie jest tlenione dlatego ma biały kolor. Miękkość jest spoko ale do Inglota nie będę go porównywała, nie jest tak miękki. Włosie przycięte po skosie bardzo ułatwia nadanie odpowiedniej granicy dla bronzera. Pędzel może być używany do konturowania jak i rozcierania róży. Do rozświetlacza też go używałam ale jednak jest trochę za duży. Wpasowuje się idealnie na kość policzkową, rozciera do zadowalającej mgiełki. Nowy był bardziej miękki niż jest teraz. Za każdym razem myję go łagodnymi szamponami dla dzieci ale co parę miesięcy i tak traci miękkość. Obecnie jest też bardziej napuszony.
Nie zabrudza się i nie odbarwia się od kosmetyków. Mycie jest błyskawiczne. Gdyby mi się rozpadł byłabym skłonna kupić go ponownie, to dobry pędzel ale raczej nie wytrzyma mi tyle co Inglot. Cena około 30 zł.




Pędzlek skośny do różu od Lovely jest najtańszy i najsłabszy. Jego włosie nie jest precyzyjnie przycięte, do niebiańskiej miękkości pędzli Inglota i Zoeva nawet nie ma co porównywać. Włosie jest syntetyczne, szaro-czarne, bardzo łatwo wypłukują się z niego kosmetyki. Za każdym razem po myciu musi "dojść do siebie", wokoło pędzla odstają pojedyncze włoski, długo schnie i nie każdy kosmetyk ładnie się nim rozetrze. Z różami wypiekanymi nie ma problemu, Mac Dainty rozciera mi do bardzo miękkiej mgiełki. Z różami Inglota już sobie nie radzi. Inglot zapewnia nam bardzo silną pigmentację przy wszystkich wykończeniach i do nich potrzeba miękkich i puszystych pędzli.
Makijaż da się nim zrobić ale nie wart zachodu. Lepiej kupić Ecotools.






A Ty jakim pędzlem rozcierasz róż na kościach policzkowych? :-)



czwartek, 26 lutego 2015

Róż Inglot 75


Dziś przedstawię kolejny róż z Inglota. Potrzebowałam produkt w delikatnej kolorystyce, który będzie spełniał funkcję i różu i bronzera. Wiem, że to wydaje się głupie, bo jeden kosmetyk nie może zastąpić drugiego ale mam takie dni, że nie chcę cackać swojej twarzy i różem i bronzerem. Czasami mam sporo na powiekach, wtedy na policzkach pasuje tylko róż, albo tylko bronzer. Tak uważam. Jestem blondynką i ograniczam kosmetyki kolorowe na twarzy. Gdy zmaluję oczy, stawiam na delikatną cerę. Mocny makijaż oka + bronzer + róż + rozświetlacz w moim przypadku wygląda niekorzystnie. Kicz i dyskoteka na twarzy. 

Miał być produkt bronzujący z Kobo. U wielu dziewczyn te produkty się pojawiają ale mnie nie zachwyciły po spróbowaniu na dłoni w Naturze. 


I co zrobiłam? Poszłam do sprawdzonego Inglota :) Uwielbiam te róże, są tanie świetnie napigmentowane i służą bardzo długo. Miałam kupić puder do modelowania twarzy HD, niestety, nie było. Wykupili 504 i nie mogłam go pomacać :(
Sprawiłam sobie w ramach pocieszenia puder HD i róż 75, który może być różem jak i bronzerem :)










Odcień
Ciepły. Nie przepadam się konturować zimnym, ziemistym produktem, który odbiera blask mojej cerze i wygląda jak brud ;) Mało które chłodne odcienie tak naprawdę mi pasują.
75 jest nie za ciemny i nie za jasny. Nie widzę w nim ceglastych tonów, które też są trudne w noszeniu. Wykończenie matowe, gdy dotykam go palcami wydaje się aksamitny.

Jako róż? 
Owszem, ale tylko w lecie lub zimą po zmianie tonacji o jeden ton za pomocą opalacza z tubki :)

Obecnie używam go najczęściej pod kością policzkową. Samodzielnie wygląda znakomicie, zadowalająco rozciera się z różami w kolorze różowym :)

Bo róż nie musi być różowy. Wszystko zależy od tonacji i odcienia skóry.










Musiałam kupić wersję w plastikowym, okrągłym słoiczku. Zdecydowanie wolę wkłady do palety ale nie było. Dostałam odpowiedz, że ten kolor cieszy się sporym zainteresowaniem, ciągle się sprzedaje i mają obecnie tylko wersję w słoiczkach.

Wkład do palety jest wygodniejszy i wychodzi taniej (15 zł), róż w opakowaniu kosztuje coś około 22 zł, nie pamiętam więc poprawicie mnie jeśli się mylę.







Bardzo lubię pracować różami z Inglota. Miękkim pędzlem doskonale się rozcierają. Nie trzeba w nich miziać, zresztą nie polecam bo zrobicie sobie plamy na twarzy a produkt będzie się pylił. One maja tak silną pigmentację, że wystarczy tylko dotykać je pędzlem. Nadmiar otrzepuję lub zostawiam na dłoni. 


Polecacie jakieś inne numerki oprócz 99, 82, 72, 89, 75 ?


Buziole :* 

niedziela, 15 lutego 2015

Najmniejsze pędzelki do powiek w moim zbiorze // Inglot, Lovely //




Witam ciepło :)

Mam dziś do pokazania 2 malutkie pędzelki do cieni, które bardzo ułatwiają życie. Nigdy o nich nie pisałam, ale doszłam do wniosku, że warto o nich wspomnieć. Do mojego makijażu wniosły wiele precyzji. 
O pędzlach nie piszę często, ponieważ nie mam ich dużo. Wielu zbędnych pozycji się pozbyłam. Samo posiadanie pędzli mnie nie cieszy, pozbyłam się egzemplarzy, których nie używałam lub sięgałam po nie sporadycznie. 





Mały, płaski pędzelek Lovely do cieni sprawdza mi się świetnie. Nie przypuszczałam, że tak często będę się malowała malcem za 10 zł. To pierwszy egzemplarz tej marki, który się u mnie sprawdził. Mam też skośny z Lovely do różu, ale włosie szybko straciło swoje właściwości. 
Pędzelek sprawdza się do nakładania cieni na całą powiekę, lub do łączenia kolorów. Przy jego pomocy odcienie między sobą przenikają, bez dużego nakładu czasu i pracy, łatwo zatrzeć ich granicę. 
Używam go także do nakładania cieni na dolne powieki. 

Elastyczność tego pędzla bardzo mi odpowiada, mycie też nie sprawia żadnych problemów. Włosie jest syntetyczne, łatwo puszcza kosmetyki. Nie odkształca się, włosie z niego nie wypada i nie odstają pojedyncze włoski. 

Cena: już nie pamiętam, raczej nie kosztuje więcej niż 10 zł. Dostępność: Rossmann






Inglot 13 P mam już bardzo długo. Widać już na nim ślady użytkowania. 
Uwielbiam go i nie wyobrażam sobie makijażu bez tego maluszka. Jego rozmiar? Hm, jak pół paznokcia. Jest naprawdę bardzo mały, płaski, ma zbite, gęste włosie, idealnie przycięte.
Jest to pędzelek do precyzyjnej roboty. Wykonany z naturalnego włosia kucyka. 


Używam go do:
  • nakładania pigmentów
  • rozświetlania wewnętrznej powieki
  • wzmacniam nim zewnętrzny kącik
  • rozcieram kredki wzdłuż linii rzęs
  • maluję dolne powieki 
  • nakładam cienie
  • buduję nim nasycenie koloru 
  • przydaje się też do rozmycia granic między cieniami 
Cena: 18 zł   Dostępność: wyspy i sklepy firmowe Inglot







Moje pędzle stoją na blacie toaletki w szklanym naczyniu. Rozważam przeniesienie ich do szuflady. Stoją na wierzchu, zbierają kurz i być może jest w nich też sierść (mam zwierzaka w domu).
Przechowywanie pędzelków w szufladzie na pewno będzie bardziej higieniczne. 



Ciekawi mnie jak przechowujecie swoje pędzle do makijażu. Może odgapię jakieś pomysły? :)

Pozdrawiam :* ♥

poniedziałek, 1 grudnia 2014

MÓJ HIT płyn Duraline Inglot

Witam ciepło :) Mamy grudzień, świąteczny miesiąc ♥ Mam w planach często pisać w tym miesiącu, zapowiada się, że będę miała więcej czasu dla siebie w grudniu. W wolnym czasie ćwiczę, czytam lub jestem tutaj ;) Od wczoraj przyczepiło się do mnie przeziębienie, męczy mnie katar, bolą mnie kości. Między gotowaniem zupy meksykańskiej (tak, uwielbiam ją zimą) a sprzątaniem przygotowuję post na temat płynu Duraline z Inglota.
Taki mały a ile potrafi!

Będę się zachwycała i będę polecała. Musisz go mieć, to co on wyprawia z cieniami sypkimi, to jest po prostu MAGIA.


Poleciła mi go koleżanka, która pracuje na wyspie Inglot. Byłam sceptycznie nastawiona, wydawał mi się zbyt rzadki do kombinowania makijaży na powiece. Konsystencję ma oleistą, która mnie od niego bardzo odpychała. Koleżanka pokazała mi, jak się go używa. Pomieszała z płynem sypki biały pigment z drobinami i tak się zaczęło...

Przepadłam :) ♥


Tak podbija sypańce. Użyłam pigmentów Inglot, zwykłego perłowego w odcieniu różowym 61 i kruszonego duochrom, żeby pokazać różnicę.






makijaż z użyciem duraline 



Przy pomocy Duraline każdy jeden cień można zamienić w mokrą konsystencję. Współpracuje z cieniami sypkimi i prasowanymi. 

Inne zastosowania:

  • można nim rozrzedzić każdy jeden tusz do rzęs, który ma za gęstą konsystencję lub zgluciał
  • po zmieszaniu cieni z płynem otrzymujemy mokrą konsystencję, przy pomocy pędzelka do eyelinera lub skośnego można wyprowadzić kreskę na powiece w kolorze w jakim nam się tylko zamarzy :) 
  • rozrzedza eyelinery w płynie i w żelu, powoduje, że lepiej się rozprowadza
  • do aplikowania brokatów, na całe ciało i na powieki 


Płyn nie podrażnia oczu, jest w małej, eleganckiej szklanej buteleczce z aplikatorem kropelkowym. Bardzo wydajny, wystarczy przynajmniej na 2 lata używania. Nie gęstnieje. 

Jak używać?
Najlepiej na wierzch dłoni wylać około 2 - 3 kropelki i do tego dokładać cień. Sama musisz określić jaką konsystencję najlepiej będzie Ci się przenosiło na powieki. To jest tylko kwestia wprawy, trzeba nauczyć się z nim pracować. Po kilku sekundach cień zastyga na powiece i zostaje nienaruszony przez cały dzień. Nie zbiera się w załamaniach ale trzeba nakładać z umiarem, cienka warstwa będzie idealna, potem ewentualnie można dołożyć samego cienia. 

Skład
 Isododecane, Bis-vinyl Dimethicone/Dimethicone Copolymer, Capryl Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol.





Cena: około 20 zł za 9 ml. 

Ten mały cudak daje wiele możliwości i nie wyobrażam sobie go nie mieć ;)




czwartek, 6 listopada 2014

Tradycyjne gąbeczki do nakładania podkładów. Inglot vs Mac.

Testowałam wiele pędzli i gąbeczek. Przez dwa lata nie rozstawałam się z pędzlem języczkowym Inglot. Moim zdaniem dokładnie rozprowadzał podkład, ale musiałam się do niego przyzwyczaić i opanować technikę. Potem był czas na miękkie pędzle z krótkim włosiem. Mycie ich doprowadzało mnie do szału dlatego wróciłam do gąbek, tych tradycyjnych, gąbki w formie jajka do tej pory  mnie nie skusiły i nadal nie mam ciśnienia aby je zamówić ;) 

Używam gąbeczek z Inglot i Mac. Dają radę!





Kształt i struktura
Inglot to typowy trójkącik z jednej strony grubszy z drugiej cieńszy, gąbeczka Mac jest dużo mniejsza, brakuje mi w niej cienkiej, mocniej ściętej części. Gąbeczka Inglot jest minimalnie twardsza, tylko dlatego, że jest grubsza; wykonane są z tego samego tworzywa, nawet pachną podobnie po wyjęciu z opakowania.

Aplikacja
Obie gąbeczki sprawdzają się doskonale. Zanim zacznę nakładać podkład, najpierw wypłukuję gąbkę z nieczystości z poprzedniego dnia wtedy mam czystą i wilgotną. Czasami zwilżam wodą termalną. Wilgotna gąbka lepiej rozprowadza podkład i mniej produktu pochłania.

Więcej podkładu wchłania mi gąbeczka Mac.
Podkład nakładam ruchami stemplującymi, dociskając produkt do skóry, nigdy nie rozcieram.

Mycie
Mac mnie strasznie wkurza, nie chce wypuszczać podkładu ze środka, dużo łatwiej jest umyć gąbkę z Inglota, dzięki temu dłużej mi służy.







Mac jest mała i wydawać by się mogło, że będzie bardziej precyzyjna. Wygodnie nakłada się nią korektor pod oczy ale trójkącik z Inglota wcale nie jest gorszy. Ma świetnie ściętą jedną stronę i łatwo nią dotrzeć w skrzydełka nosa, okolice ust czy wklepać korektor pod oczy. 


Cenowo Mac wychodzi taniej. Opakowanie gąbeczek kosztuje 27 zł.
W Inglocie za dwie gąbeczki zapłacimy 3 zł.


Dlaczego gąbeczka?
Jest to dla mnie najszybsza i najlepsza forma aplikacji, szczególnie rano gdy spieszę się do pracy. Podkład nałożony gąbeczką wygląda naturalnie, nie tworzy się maska i jest trwalszy.


Czym nakładacie podkład? :)

piątek, 16 maja 2014

Idealne pomadki na co dzień. Lip Paint Inglot 63 i Rimmel Airy Fairy 070

Obie doskonałe, świetnie się nakładają, nie rozmazują. Kolory kapitalne, coś na pograniczu nude i różu, pasują na co dzień i do każdego makijażu oka. Miałam już kilka opakowań, od około 4 lat non stop do nich wracam. Idealne ♥♥



Lip Paint Inglot 63 to pomadka w kremie. Produkt zamknięty jest w okrągłym i małym słoiczku. Delikatny kolor różowy, bardzo stonowany z mega wysokim połyskiem. Trwały jak pomadka i daje blask jakby usta pokryte były dodatkowo błyszczykiem. Nie zastyga na ustach jak np seria Apocalips od Rimmel, nie wysusza ust nie zbiera się w załamaniach i kącikach, schodzi raczej równomiernie, z trwałości jestem bardzo zadowolona. Do nakładania konieczny jest pędzelek. Ewentualne poprawki na większych wyjściach możliwe jedynie za pomocą pędzelka od ust (dostępne na wyspach Inglota wersje torebkowe) i lusterka.





Rimmel Airy Fairy to najbardziej popularny odcień wśród pomadek drogeryjnych. Jest to chłodny róż z dodatkiem ciepłych, złotawych tonów. Bardzo uniwersalny, będzie pasował większości kobiet niezależnie jakim jest typem kolorystycznym. Trwała, nierozmazująca się, równomiernie znika z ust. Wykończenie jest z delikatnym połyskiem.





Jakie są Wasze, sprawdzone pomadki, na które zawsze możecie liczyć? :)

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Brzoskwiniowy róż Inglot 99


Róże z Inglota uwielbiam ♥
Za trwałość, kapitalną pigmentację, niską cenę, wydajność i przyjemność pracowania z nimi. 
Są to róże o suchej konsystencji, która mi bardzo odpowiada. Mam kilka odsypek róży mineralnych w ładnych kolorach ale nie porwały mnie, chyba już za bardzo przywykłam do róży i bronzerów w kamieniu :)

Kolejny raz napiszę, że od lat cenię odcień 82, niezwykle uniwersalny, chłodny różowy kolor ale nie za różowy ;) Zaraz za nim 72, typowy jasny różowy ale nie kiczowaty ;)
3 ulubiony róż z Inglota to dzisiejszy bohater z numerkiem 99. 








Róż ma malutkie, delikatnie migoczące drobinki, widać je doskonale we wkładach ale na twarz się nie przenoszą, przy rozcieraniu po prostu się gubią. 
Daje bardzo subtelny efekt po roztarciu, jest matowy z niewielką ilością drobinek. Trzeba się przyjrzeć, żeby je dostrzec, subtelnie migają w słońcu. Odcień jest ciepły, brzoskwinkowy, dodaje dziewczęcości :) Zdecydowanie dla fanek ciepłych odcieni. 

Pigmentacja
Do rozcierania tych róży najlepiej sprawdzają mi się okrągłe lub skośne pędzle ale koniecznie miękkie i dość puszyste wtedy mogę uzyskać efekt delikatnej mgiełki. Nabieram je z wkładów lekko dotykając powierzchni, w tych różach nie da się mocno "dziabać" bo potrafią się kruszyć, nie polecam też zataczać pędzli okrągłym ruchem bo na twarzy będzie efekt ruskiej lalki ;)
Pigmentacja jest silna i nie polecam tych róży początkującym. 









Cena
  • w opakowaniu okrągłym około 22 zł
  • wkład do palety 15 zł i z tej opcji korzystam, najlepiej kupić większą paletę na róże i do niej kompletować kolory, wychodzi taniej i wszystko jest w jednym miejscu

Porwałam się na odcień nie mając przekonania do tych drobin, kręciłam nosem sprzedającej ale nie żałuję. Uwielbiam go na swojej bladej cerze zimą, latem na opalonej wygląda jeszcze lepiej. 


Jeśli macie jakieś swoje ulubione brzoskwiniowe odcienie, nie mające ceglastych tonów to piszcie w komentarzach ;))



                                                                                                   Pozdrawiam :-)

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Najlepsze zmywacze do paznokci ♠ Inglot, Sensique ♠





Zmywacz do paznokci to taka prosta rzecz, do której generalnie nie przywiązuje się uwagi (przynajmniej ja tak miałam przez długi czas). Zawsze uważałam, że można kupić najtańszy aby dobrze zmywał. Odkąd przekonałam się, że w 80 % moje skórki rujnują właśnie zmywacze zaczęłam testować te z "wyższej półki". Zmywacz z Inglota wypadł mi najlepiej, najmniej wysuszał, był bezacetonowy a zarazem skuteczny. 
Szukałam jakiegoś tańszego odpowiednika, 14 zł za 100 ml to dość dużo przy moim zużywaniu. Udało mi się znalezć zmywacz idealny, był to Nailty z Biedronki jeszcze w starej wersji, uwielbiałam go, nie miałam żadnych problemów ze skórkami. Towarzyszył mi ponad rok, potem go wycofali, w Biedronkach pojawiły się już dwie inne wersje z pompkami, bardzo nieudanymi, które strzelały po oczach. Zużyłam 3 opakowania, skórki robiły się twarde a butelki wszystkie były felerne. 



Wróciłam więc do sprawdzonego zmywacza sprzed lat z Inglota. Nic się nie zmieniło, zapach ten sam, wydajność i skuteczność też bez zmian. Zmywam nim lakiery z paznokci co 3-4 dni i nic złego się nie dzieje, skórki nie robią się twarde, nie zadzierają się. Nie mogę powiedzieć, że mam idealne skórki, zdarzają mi się zadziory i przesuszenia gdy sprzątam w domu bez rękawiczek ochronnych, mleczka czyszczące robią mi masakrę, niektóre płyny do zmywania naczyń też są mega wysuszające. 
Zmywacz jest natłuszczający dlatego koniecznie trzeba odtłuścić po nim paznokcie. 

Skład:
 Ethyl Acetate, Glycine Soja (Soybean) Oil, Isopropyl Alcohol, Mineral Oil/Paraffinum Liquidum, C12-15 Alkyl Benzoate, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Calendula Officinalis Flower Extract, Retinyl Palmitate, Tocopherol, Fragrance/Parfum, D-Limonene, Butyl Acetate, Nitrocellulose, Phtalic Anhydride/Trimellitic Anhydride/Glycols Copolymer, Red 36 (CI 12085), Acetyl Tributyl Citrate, Stearalkonium Hectorite.



Znalazłam też tańsze zmywacze równie delikatne dla skórek. Sensique ma bardzo bogatą ofertę, znajdziemy różne pojemności. Duże butelki 150 ml i małe po 50 ml. Zmywacze są też w różnych wersjach zapachowych. One naprawdę pachną! Składy mnie zaskoczyły, w tych zmywaczach można znalezć olej arganowy, retinol, aloes. Nic złego ze skórkami nie robią ale niestety nie wszystkie są skuteczne, uważam że najsłabszy jest ten o zapachu winogron, ma składzie argan ale słabo rozpuszcza lakiery. Najlepiej wypadł mi truskawkowy i tą wersję kupuję najczęściej. 


O zapachu truskawki
Ethyl Acetate, Ethyl Alcohol, Aqua, Panthenol, Aloe Barbadensis Extract, Parfum, CI 16255.

Mango
Ethyl Acetate, Butyl Acetate, Isopropyl Alcohol, Aqua, Castor Oil, Retinol, Tocopheryl Acetate, Liloleic Acid (and) Linolenic Acid, Parfum, CI 15525, CI 16255.

Winogron
Acetone, Aqua, Glycerin, Argania Spinosa Seed Oil, Parfum, CI 16185.


Podsumowując
Inglot jest najlepszy, najszybciej rozpuszcza lakier, wykończenia piaskowe też schodzą bardzo szybko, wystarczy parę sekund przytrzymać wacik i ściągnąć lakier w dół. 
Sensique jest dużo tańszy ale nie wszystkie wersje są dobre, niektóre są jakby tłuste i słabo rozpuszczają lakier. Mimo wszystko da się nimi pracować i nie śmierdzą tak jak Inglot. Obie firmy lubię i kupuję tam, gdzie mam w danym dniu po drodze ☺ Żaden z nich nie zostawia białego nalotu.


Jakie zmywacze u Was się sprawdzają? 

środa, 4 grudnia 2013

Mięciutki pędzel do pudru i różu Inglot 15BJF

Witam ciepło. 

Dziś zebrałam się do recenzji pędzla, który jest ze mną już 4 lata :)
Uwielbiam! Pędzle z Inglota są drogie, ale cena adekwatna do jakości. Nic z tym pędzlem się nie dzieje, nie gubi włosia, łatwo go wyprać bo bez problemu puszcza kosmetyki. Używam go do różu i nakładania bronzera. Przyzwyczaiłam się do jego niezwykłej miękkości. Takim włosiem można się dotykać po twarzy non stop, niezwykle przyjemny. 
Od 4 lat nic się nie zmieniło, odkąd go kupiłam jest miękki, gęsty, włosie nadal błyszczące. 
Rączka ma średnią długość, napisy niedawno zaczęły się trochę ścierać, po 4 latach codziennego użytkowania wybaczam :)




Mam pędzle skośne do różu też są fajne ale tak dobrze nie rozcierają, lubię efekt mgiełki na policzkach dlatego ten pędzel jest moim nr 1. Dość duży, więc nadaje się do nakładania pudru sypkiego oraz prasowanego. Włosie jest naturalne, z kozy, dlatego takie mięciusie, precyzyjnie ścięte włoski, wysoka jakość od razu rzuca się w oczy.  Włosie nie jest zbite i pięknie rozciera.
Myję go delikatnym szamponem dla dzieci Babydream, Hipp. Naturalne włosie nie lubi silnych detergentów, może stracić swoją miękkość.



Bardzo polecam jeśli potrzebujesz miękkiego pędzla, który posłuży Ci parę lat.
Cena około 40 zł.



piątek, 19 kwietnia 2013

Pomadki nude: Joko, Inglot, Celia

Odcienie nude nie są łatwe w noszeniu, zawsze mam problem z dobraniem odcienia, w którym się sobie podobam. Niby szafy kosmetyczne pękają w szwach ale w większości wyglądam jak topielica. Usta w kolorze nude wyglądają  najkorzystniej gdy mam mocniejszy makijaż oka i gdy jestem wyspana.




Zacznę od pomadki Inglot 264. To beż pomieszany trochę z różem, odcień zimny z połyskiem. Pomadka jest trwała, ma twardy sztyft ale kremowy, nie rozpuszcza się w opakowaniu nawet podczas upałów. Inglotowe pomadki lubię za metalowe, eleganckie opakowanie, w tym przedziale cenowym wszystkie firmy mają plastikowe, tandetne opakowania. Np Maybelline ma doskonałe pomadki ale opakowania szybko się psują, rysują, szybko widać ślady użytkowania.
Jest fajną bazą pod różowy błyszczyk lub samodzielnie, komponuje się najlepiej z cieniami fioletowymi i brązowymi. Trzyma mi się na ustach około 3 godz.
Cena: 20 zł.



Joko J49 to już nieco cieplejszy odcień. Ma kremową formułę, lekko nawilżającą. Bardzo przypomina mi pomadkę Rimmel Airy Fairy, ma w sobie trochę złotej poświaty, ale bardziej wpada w brąz niż w róż. Zapach starych pomadek mojej mamy, nie przeszkadza mi raczej mam dobre wspomnienia :)
Trzyma się na ustach do 2 godzin. Opakowanie tradycyjne, podobne są w pomadkach Golden Rose.
Cena: 20 zł.




Ostatnia to Celia 01. Czytałam wiele pozytywnych recenzji i pod ich wpływem zdecydowałam się na jedną. Zachwycona nie jestem, kupiłam chyba z innej serii, dziewczyny pokazywały kremowe, połyskliwe pomadki a moja jest perłowa, ma dość grube drobinki, które trochę irytują. Efekt jest ładny, odcień wpada w ciepłą brzoskwinię, jednak wolałabym żeby nie było w niej tych zimnych, niebieskich drobinek.
Pomadka jest miękka, w sztyfcie zrobiłam dziurę paluchem. Ogromny plus za ładne, eleganckie opakowanie i przyjemny, słodki zapach.
Cena: 10 zł






wtorek, 12 marca 2013

Korektor pod oczy z Inglota

Tego korektora używam już bardzo długi czas, odpowiada mi jego lekka konsystencja i ogromna wydajność. W sumie jest to kosmetyk, który jestem w stanie pominąć, nie zawsze jest mi potrzebny. 
Pod oczami zdarzają mi się zasinienia, nie koniecznie wynikają z niedospania, zauważyłam, że jeśli jestem bardziej aktywna fizycznie lub piję dużo wody skóra pod oczami wygląda lepiej. 
Jeśli już muszę coś kamuflować to decyduję się na lekki korektor z Inglota.

Produkt ma wiele zalet.
Nie wchodzi w zmarszczki, nie cierpię kiedy kosmetyk je podkreśla, ładnie rozprowadza się pędzelkiem jak i palcami, pod wpływem ciepła palców lepiej stapia się ze skórą. Daje naturalne wykończenie, jest trwały, trzyma się do demakijażu (oczywiście przypudrowany). Nie ma efektu biszkoptu, nic się nie waży pod oczami. Bardzo lekka konsystencja nie obciąża delikatnej i cienkiej skóry wokół oczu.

Równomiernie pokrywa zasinienia pod oczami, głownie w tym celu go używam, do zakrycia wyprysków też się nadaje ale obawiam się że może być za lekki. Nie potrafię go ocenić pod tym kątem bo nie mam z tym problemu, na mojej skórze rzadko pojawiają się pryszcze a jeśli już są to podkład zawsze sobie z nimi radzi. 
Zakrywa zaczerwienienia i popękane naczynka. 







Sama aplikacja jest błyskawiczna i przyjemna, wystarczy go wklepać lub rozetrzeć pędzelkiem, kremowy, łatwo ślizga się po skórze bez jej naciągania i maltretowania :)
Kolor na zdjęciach wyszedł mi przerażająco ciemny, w sumie nie jestem blada i jest to kolor jeden z najciemniejszych ale i tak aparat i światło ze mną nie współpracują, jest o 2 tony jaśniejszy na żywo. 

Zamknięty w tubce z "dziubkiem", który pozwala na wyciśnięcie maleńkiej kropelki, ilość którą mam na dłoni zapewne wystarczyłaby mi na tydzień używania ;) 


Pojemność: 10 ml
Cena: 23 zł. 

Polecam jeśli oczekujesz zakrycia zasinień bez obciążania delikatnej skóry pod oczami. Pamiętaj! Nigdy nie nakładaj podkładu na skórę pod oczami, jest za ciężki i wpłynie na szybsze pojawienie się zmarszczek!