Manhattan Endless ma beztłuszczową formułę, ma być odporny na wysoką temeperaturę, pot i ścieranie. Dodatkowo producent obiecuje, że kosmetyk nawilża i wygłądza skórę dając efekt nieskazitelnego makijażu.
Jako fanka lekkich i trwałych podkładów postanowiłam wrzucić do koszyka Manhattan Endless i sprawdzić czy wart jest tych 38 zł.
Dostępne jest 4 odcienie. Zdecydowanie za mało. Brak w ofercie kolorów z żółtymi tonami.
Mój odcień to 60 Ivory i jeśli się nie mylę to najjaśnijeszy kolor w gamie kolorystycznej.
Wiele marek kosmetycznych produkuje za mało odcieni podkładów. Przeciętnej europejce trudno będzie dopasować idealnie odcień na zimę.
Nie należę do bladolicych, ale mam duży problem, ze znalezieniem odpowiednio jasnego podkładu, o lekko oliwkowym, bądź żołtawym zabarwieniu. Trudno się dziwić, że wiele młodych dziewczyn chodzi z maską na twarzy :(
Obecnie jest to dla mnie zbyt ciemny odcień. Latem i jesienią nosiło mi się go wspaniale, dopasowywał się choć ideałem nie był.
Krycie jest dobre. Jedna pompka okazuje się niewystarczająca ale 1,5 już dawało idealny efekt. Miałam do zakrycia kilka przebarwień po krostkach, które siłą wyduszałam oraz kilka popękanych naczynek na policzkach.
Nie podkreśla mi suchych skórek na czole, które są ostatnio bardzo uciążliwe. Formuła jest lekka do rozprowadzenia, podkład powinien być komfortowy dla cer suchych, zastyga wolno, daje nawilżone, gładkie wykończenie. Nosi się dobrze na wysokim filtrze, u mnie obecnie Vichy SPF 50 +.
Trwałość jest niezła. 10 godzin wygląda idealnie. Nie zbiera się w liniach uśmiechu, doskonale utrzymuje na miejscu róż i bronzer.
To bardzo przyzwoity podkład choć nie wypada lepiej od L'oreal True Match i Astor Perfect Stay.






