poniedziałek, 4 września 2017

Bielenda Carbo Detox oczyszczająca seria węglowa do cery mieszanej i tłustej

Czujecie ten szał na kosmetyki z węglem? ;) Coraz więcej marek je wprowadza! Skusiłam się na dwa kosmetyki węglowe z marki Bielenda. Nie zachwyciły mnie. O wszystkich plusach i minusach przeczytacie poniżej. 





Żel węglowy, oczyszczający Bielenda Carbo Detox 

Wypada słabo a mam już porównanie z innym żelem węglowym marki Eveline. Jednocześnie przetestowałam oba aby mieć porównanie jak kosmetyki z węglem mogą działać na skórę i czym się mogą różnić. Zapach awokado uprzyjemnia mycie buzi. Dobrze, że mi odpowiada bo inaczej bardzo bym się męczyła z oczyszczaniem skóry z resztek makijażu. Konieczne jest dwukrotne mycie! Jedno absolutnie nie wystarcza, żel ma delikatne działanie i nie oczyszcza skutecznie wszystkiego przy pierwszym umyciu. Czasami zabieg powtarzam 3 razy! Jest to pracochłonne i niepotrzebne, są kosmetyki które zmywają wszystko przy jednym myciu! Kilka razy szczypał mnie w oczy, w okolicach oczu należy uważać! Mnie podrażnia :( Po każdym myciu wanny konieczne jest  mycie umywalki. Wszystko się brudzi! Na czarno oczywiście. 



Bielenda Carbo Detox, krem węglowy do twarzy 

Czasami to bardzo żałuję, że w drogeriach nie ma próbek kremów. Gdybym wiedziała, że w słoiczku jest tak bardzo smolisty, czarny krem, który trochę przyciemnia skórę, to raczej bym go nie kupiła. Właściwości kremu są cudowne. Mam wrażenie, że czuję drobinki w tej delikatne,j kremowej emulsji, co sprawia, że skóra się wygładza. Zapach kremu przypomina aromat awokado, delikatny i przyjemny. Krem staram się dokładnie wklepywać i wcierać  w skórę, ale i tak po nałożeniu widzę, że kolor cery zmienia się na chłodniejszy. Jeżeli używacie na co dzień podkładu, to nie będzie to przeszkadzało, krem ładnie łączy się z podkładem, nie zmienia jego odcienia i nie ma wpływu na trwałość. Sprawia, że skóra jest matowa, nie błyszczy się i nie przetłuszcza zbyt szybko. Jako baza pod podkład sprawdza mi się wyśmienicie.
Po 2 tygodniach stosowania mam mniejsze pory na nosie, myślę, że przyczyniło się do tego również serum AZELO oliwkowe z Biochemii Urody.





Podsumowując:
 Na właściwości kremu nie mogę narzekać. Spełnia obietnice producenta. Przy regularnym stosowaniu skóra mniej się przetłuszcza. Wolniej też pojawia się sebum w strefie T. Nie powoduje wysypu niespodzianek, skóra nagle nie zaczyna reagować wysypem i to doceniam. Przeszkadza mi jedynie ten chłodny odcień, który nadaje skórze. Moim zdaniem jest to krem tylko na noc lub koniecznie pod podkład. Skóra po nałożeniu samego kremu nie wygląda dobrze. 

Żel z kolei nie domywa za pierwszym razem całego podkładu z buzi, koniecznie jest 2 krotne a nawet 3 krotne masowanie skóry. Jest tak samo paskudnie czarny jak krem i brudzi się przy zmywaniu cała umywalka lub wanna. Irytuje mnie ciągłe sprzątanie po jego użyciu ;) 

Nie planuję ponownego zakupu. 



niedziela, 3 września 2017

Serum AZELO-oliwkowe z Biochemii Urody


Serum doskonale przygotowuje skórę pod krem. Nowa wersja Azelo jest już dostępna na Biochemii. Dużą zaletą tego kosmetyku jest to, że może być stosowane latem, nawet wtedy gdy nie stosujesz kremów z wysokim filtrem SPF. Odpowiednie dla cery tłustej i trądzikowej. Ma działanie wygładzające, reguluje przetłuszczanie się skóry i przebarwienia potrądzikowe. 







Kosmetyki z Biochemii Urody przygotowujemy same w domu. Serum przychodzi w paczce podzielone na kilka półproduktów, które wystarczy ze sobą pomieszać w małym zakręcanym opakowaniu. Do zestawu dodają buteleczkę z zakraplaczem do której przelewamy gotowy kosmetyk.


Ważne
-przed każdym użyciem trzeba wstrząsnąć opakowaniem, ponieważ produkt odstaje się i rozwarstwia 
-z jednego zestawu wychodzi około dwie porcje serum do wlania w małą buteleczkę z pipetką (około 40 ml)
-przydatne do użycia przez 6 miesięcy ale używane raz dziennie nie wystarcza mi na pół roku
- kosztuje niecałe 30 zł a w takiej cenie naprawdę próżno szukać dobrego serum 


Opakowanie jest świetne, ułatwia dozowanie odpowiednich porcji na dłoń i wklepywanie w skórę.


Konsystencja serum jest wodnista, nietłusta, co bardzo mi odpowiada. Szybko się wchłania, zostawiając lekko lepką warstwę, która wspaniale absorbuje krem.



Po miesiącu używania czuć delikatną różnicę, skóra mniej mi się przetłuszcza w strefie T. Zadaniem kosmetyku jest normalizowanie pracy gruczołów łojowych i można to zauważyć ale po dłuższym okresie. Pięknie zwęża pory. Czasami lubię wydusić parę zaskórników, potem nakładam to serum i nic mnie nie piecze. Uspokaja skórę po słońcu, sprawdziłam to podczas upalnego lata. Nie uwrażliwia cery i nie powoduje żadnego złuszczania.  Ma działanie nawilżające, uspokajające. Producent obiecuje jeszcze rozjaśnienie przebarwień. Pod tym kątem nie ocenię kosmetyku bo przebarwienia u mnie nie występują. 




sobota, 2 września 2017

Przetestowałam nowość! Bielenda Prosessional Repair Keratin, odżywka nawilżająca i odżywka do mycia włosów.



Bielenda to marka, która przekonała mnie do siebie wieloma dobrymi kosmetykami. Sprawdziłam na sobie wiele produktów, które okazały się strzałem w 10! Obecnie używam produktów do włosów. Bielenda szaleje! Bielenda się rozwija ;)

Kupiłam dwa produkty z nowej keratynowej serii do włosów. Nowością jest dla mnie specjalna odżywka myjąca, która jest skierowana specjalnie do mycia włosów i produkt w tubce, który ma odżywiać zniszczone włosy.





Odżywka myjąca Keratynowa, Nawilżająca 
Jak sama nazwa wskazuje jest to odzywka do mycia włosów. Jak wiece ja swoje kręcone włosy od kilku lat już myję odżywką. Produkt do mycia musi być lekki na tyle aby nie obciążał włosów. Do tej pory używałam odżywek bez spłukiwania do mycia. O metodzie mycia włosów odżywką pisałam w tym poście http://beautywizaz.blogspot.com/2013/10/mycie-odzywka-wosow-kreconych.html

Produkt jest w wygodnej butelce z pompką, która wyciska małą ilość produktu. Pachnie słodko, bardzo przyjemnie. Mam wrażliwą skórę głowy, wiele szamponów działa u mnie wysuszająco i niestety podrażnia. Po zastosowaniu tej odżywki skóra czuje się dobrze. Nawilża i ujarzmia wszystkie niesforne "antenki", które często stoją mi na wszystkie strony ;) Odżywka nie domywa ciężkich kosmetyków nakładanych przed myciem. Zupełnie odpada olejowanie. Sama w sobie ma działanie nawilżające i dociążające, wystarczy umyć nią włosy, nałożyć na parę minut odżywkę z tej samej serii i mamy efekt jak na zdjęciu poniżej. 






Odżywka nawilżająca w kremie 
Za każdym razem zachwycam się pięknym i słodkim zapachem tego kosmetyku. Kojarzy mi się z latem i przypomina zapach migdałowy ♥ Lato było wilgotne, włosy miały skłonności do puszenia się. Odżywka sprawiała, że fale pozostawały dłużej falami, lepiej utrzymywał się skręt i mniej puchu pojawiało się w ciągu dnia. W zasadzie nie potrzebowałam reanimować skrętu w ciągu dnia. Nawet na drugi dzień nie budziłam się z włosami odgniecionymi od poduszki. 





Włosy pięknie pachną po użyciu obu produktów, są wygładzone i trochę obciążone. Posiadaczki włosów gęstych, plączących się i suchych będą zadowolone. Nie polecam tych produktów dziewczynom, które mają problem z przetłuszczaniem się włosów i na pewno nie sprawdzą się do włosów cienkich. Jestem bardziej zadowolona z efektów, gdy użyję tych produktów osobno, razem trochę obciążają. Latem potrzebowałam takiej ciężkiej pielęgnacji, obecnie gdy temperatury spadły włosy są bardziej puszyste po lżejszej kuracji.

Na pewno to nie koniec przygody z tymi produktami ♥ :)





wtorek, 29 sierpnia 2017

LOVELY kremy kolor. Nawilżające pomadki do ust.



Posiadam dwa odcienie z tej serii pomadek. Kupiłam na kuszącej wyprzedaży -40 % w Rossmannie. Już po pierwszych testach na dłoni wydawały mi się dobrze kryjące a przy tym kremowe. Kupiłam kolor 02 i 04. Te wydawały mi się najładniejsze :)







Jeżeli przykładacie dużo uwagi do opakowań ładnych i eleganckich to czeka Was rozczarowanie. Pomadki są tanie i mają tanie i tandetne opakowania. Na szczęście dobrze się zamykają i nie otwierają się same w torebce. Bardzo się rysują i wycierają wszystkie kanty. Opakowanie po jednym wrzuceniu do torebki stało nie niestety niechlujne a tego bardzo nie lubię. 





Odpowiada mi konsystencja tych pomadek. Są bardzo śliskie, suną jak masełko. Bardzo komfortowe, mam wrażenie, że dają lekką ulgę spierzchniętym ustom. Forma pomadki, wykończenie błyszczyka. Krycie wspaniałe jak na tę cenę. 






nr 02 



nr 04 



Przyjemnie kremowe, świetnie kryją! Jestem bardzo zadowolona. Mam je całe lato, nie rozpuszczały się od upałów, sztyft zachowuje swój kształt. Trwałość do 3 godzin. Ścierają się najpierw na środku ust po czym znika reszta dookoła. 




poniedziałek, 31 lipca 2017

Maseczki w płacie. Rorec Collagen & Rorec Vitamin.



Maseczki Rorec są dostępne w kilku internetowych drogeriach. Moje pochodzą z drogerii Urodomania. Maski kupiłam w tej drogerii ponieważ najbardziej odpowiadał mi asortyment róznych marek, które mnie interesowały.

Wybrałam kilka kolagenowych i witaminowych. Zużyłam już wszystkie więc czas na małą recenzję.


Rorec Collagen 

Water, Glycerol, Glycerol Polymethacrylate, Propylene Glycol, Nicotinamide, Allantoin, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Iodoproparin Butyl Carbamate, Bis (hydroxymethyl) Imidazolidinyl Urea, Flavonoids, Methyl Isothiazolinone, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Hydrolyzed Collagen, Sodium Hyaluronate, Dipotassium Glycyrrhizinate.

Jak sama nazwa wskazuje maseczka ma w składzie kolagen, który powinien działać na skórę nawilżająco. Moje suche policzki odczuły znaczną różnicę po 20 minutowej kuracji. Przynosi ulgę cerze podrażnionej, uwrażliwionej i narażonej na długie godziny na słońcu. Jest bardzo przyjemna podczas upałów. Maska w opakowaniu jest złożona na dwa razy. Ma dodatkowo folię, która powinna ułatwiać przykładanie płachty do skóry. U mnie to nie pomogło, folia całkowicie zsuwa się z płachty i najpierw trzeba ją zdjąć aby przykleić płat do skóry. Esencja jest śliska, dlatego folia zwyczajnie się zsuwa. Płat po wyciągnięciu jest niesamowicie mokry, ocieka z niego nadmiar maski więc najlepiej zrobić ją wieczorem gdy nie mamy na sobie cennej odzieży. Wymagany czas trzymania maski to 20 minut. Przez ten czas esencja z płachty trochę spływała mi na szyję i do ust. Nic nie piekło w oczy, nie odczułam podrażnienia. Uczucie zimna, chłodzenia trwało aż do ściągnięcia płatu. Po zdjęciu widoczny wyrównany koloryt skóry, cera wygląda zdrowo i świeżo.



Rorec Vitamin 

Water, Glycerol, Glycerol Polymethacrylate, Propylene Glycol, Nicotinamide, Allantoin, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Iodoproparin Butyl Carbamate, Bis (hydroxymethyl) Imidazolidinyl Urea, Flavor, Methyl Isothiazolinone, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Ascorbic Acid (vitamin C), Glycosyl Trehalose.

W przypadku jest maseczki dwa razy po otwarciu zauważyłam, że folia, która ma pomagać przy nakładaniu jest zupełnie odklejona od płachty z powodu dużej wilgoci panującej w opakowaniu :) Cóż, udało mi się ją nałożyć bez bazy ;) Bawełna jest cienka i jestem pewna, że te folie dokładają tylko po to aby maski się nie podarły podczas nakładania. Kształt i otwory prawie idealnie mi pasują. Brawo dla marki za zachowanie proporcji ludzkiej twarzy ;) Tutaj ponownie miałam do czynienia z mokrą, trochę żelowatą i śliską formułą esencji. Po 20 minutach nie było na skórze zaróżowień, cera nie piekła. Przez całe 20 min chłodzi, daje mokre uczucie na twarzy, płachta nie wysycha. Świetnie nawilża ale zostawia trochę lepki film po wyschnięciu.



Maski nie odpadają z twarzy, można z nimi wykonać wiele czynności. Nie podrażniają skóry i pięknie nawilżają. Będą doskonałe do zastosowania przed większym wyjściem, lub po hucznej imprezie, gdy cera wymaga nawilżającego opatrunku.




piątek, 28 lipca 2017

Delikatne smoky eyes. Sleek Vintage Romance.

Kombinacja kolorów w tym makijażu jest bardzo uniwersalna. Pasuje blondynkom a jeszcze lepiej będzie pasował brunetkom. Rozświetlona na złoto powieka podkreśli ciemne oczy. Na pewno pięknie zagra z zieloną i niebieską tęczówką. 
W palecie są perłowe i matowe cienie. Możliwości jest bardzo dużo ale postanowiłam połączyć złoto z delikatnym różem oraz granatem w zewnętrznych kącikach. 









Oczy: cienie do powiek z palety Sleek Vintage oraz 2 cienie różowe Kobo (217, 106), tusz Milion Lashes L'oreal.

Twarz: korektor pod oczy Liquid Camouflage z Catrice, podkład Bourjois Healthy Mix, puder prasowany Face Matt My Secret, róż Dainty z Mac. 

Usta: konturówka 06 Pierre Rene LIP MATIC





Pozdrawiam ciepło :) Zapraszam na Instagram. Mój nick to evelynsyrena. Tam jestem codziennie :)



wtorek, 18 lipca 2017

Pawie oko. Zieleń i fiolet w roli głównej. Wydobywamy brązową tęczówkę ♥








Lista użytych kosmetyków

Oczy: górna powieka cienie z palety Sleek Vintage Romance, na dolnej powiece kredka zielona Catrice kohl kajal 160, cień Inglot 146 i cień My secret 520, tusz Milion Lashes L'oreal

Twarz: korektor pod oczy L'oreal True Match 02, podkład Catrice HD Liquid Coverage, puder prasowany My Secret, bronzer Bell Magic Jungle + Loreal Glam Bronze Blondes

Usta: błyszczyk Inglot Sleek Cream 105


poniedziałek, 17 lipca 2017

Bronzer Bell MAGIC JUNGLE

Coś mnie podkusiło na ciemniejszy odcień bronzera. Zawsze używam brzoskwiniowych lub beżowych i chyba potrzebowałam odmiany. Trafiłam na szafę Bell w Biedronce a tam wpadł mi w oko Magic Jungle z limitowanej kolekcji. 





Długo szukałam odpowiedniego pędzla i techniki, żeby wyglądał dobrze na twarzy. Trudno nanosić go na policzki za pomocą skośnych pędzli do różu. Mam kilka różnie wyprofilowanych pędzli o zbitym jak i puszystym włosiu ale niestety nie każdym razem robiły mi się plamy. Trudności sprawia formuła. Jest to satynowy puder o lekko błyszczącym wykończeniu. Generalnie kosmetyki błyszczące zawsze lepiej się nakładają i rozcierają niż te matowe... W tym przypadku trzeba użyć miękkiego pędzla z puszystym włosiem, wtedy porządnie i równomiernie się rozciera. 




Na dłoni mam bardzo grubą warstwę, trochę przesadziłam z nakładaniem. Im więcej warstw kosmetyku tym ciemniejszy efekt. 






Na mojej skórze wypada bardzo naturalnie, nie jestem opalona, jedynie ramiona musnęło mi słońce ale twarz i szyję mam w naturalnym swoim odcieniu, podkładu nie zmieniałam na letni i ciemniejszy. Nadal używam odcieni takich samych jak zimą i bronzer wygląda świetnie. Jestem bardzo zadowolona. Myślę, że będzie mało widoczny gdy będę musiała używać ciemniejszego odcienia. 




Jest bardzo trwały, praktycznie nie ściera się w ogóle i nie gubi intensywności. Nie ma plam i prześwitów od odciskania skóry z nadmiaru sebum. W dotyku jest satynowy, nie wydaje się suchy, ma podobną formułę jak np cienie Sleek dlatego nie każdy pędzel dobrze go rozciera. 

Na pewno będzie mi służył całe lato :)






Tusz do rzęs My Secret 3 w 1




Kiedy robiłam większe zakupy w drogerii Natura zaproponowano mi ten tusz za 5 zł. Skusiłam się. Zaczyna gęstnieć więc czas na recenzję. Wypadł bardzo pozytywnie jak na tusz za 12 zł. Własnie tyle kosztuje w cenie regularnej. 




Szczoteczka jest silikonowa, grubsza u nasady i zwęża się na końcówce. To bardzo wygodne, szczególnie gdy macie tak jak ja bardzo króciutkie włoski w wewnętrznych kącikach. Silikonowe maskary bardzo często okazują się kłujące w powieki. Tą również kilka razy dziobnęłam się w oko.
Sprzyjają temu długie igiełki w szczoteczce. Trzeba uważać.

Czerń bardzo zadowalająca. Na moich rzęsach wypada bardzo intensywnie ale jestem blondynką i każdy kontrastuje, nawet brązowy ;)



Efekt jest bardzo dobry. Wyciąga rzęsy, lekko unosi, nawet te krótkie. Równomiernie się rozprowadza, rozczesuje i nie robi grudek. 
Nie jest to wodoodporny tusz ale nie rozmazuje się gdy poleci łza, lub gdy złapie nas deszcz. Siedzi grzecznie na miejscu nawet podczas bardzo wilgotnych warunków. Nie odbija się ma górnej powiece. 

Używam go około 3 miesięcy i jeszcze nie zaczął się kruszyć. 


Lubię maskary, które łatwo rozpuszczają się olejami lub za pomocą płynu micelarnego bo nie lubię męczyć się z demakijażem. My Secret 3 w 1 łatwo się zmywa i nie rozmazuje się w ciągu dnia. 

Warty uwagi. 

środa, 12 lipca 2017

Intensywnie zielona papka na twarzy po zmierzchu ;) Maseczka MORSKA z Biochemii Urody



Kocham tę maseczkę wieczorem. Taką mieszankę baby Jagi można zaserwować skórze po całym intensywnym dniu. Warto bo skutecznie ściąga zmęczenie działając na skórę rozjaśniająco. 





Maseczka MORSKA pochodzi z  Biochemii Urody. Jest to sklep bogaty w kosmetyki, które robimy same w domu. Wszystko co potrzebne do wykonania kosmetyku otrzymujemy w zestawie. Maseczka kosztowała około 12 zł. Wystarczyło pomieszać ze sobą dwa sproszkowane półprodukty. W słoiczku nadal mam suchą- sproszkowaną postać kosmetyku, aby się nadawała do użycia trzeba ją rozpuścić i doprowadzić do wilgotnej postaci. Gotowa maseczka ma 32.5 g a to wystarczy na około 10 zastosowań. Na opakowaniu zapisujemy datę wykonania kosmetyku. Przydatna 12 miesięcy.

Z czym ją mieszam?
Jeżeli moja cera w danym dniu jest bardzo sucha to stawiam jednak na olej. Najczęściej kokosowy lub arganowy. Proszek doskonale łączy się z olejem. Jeżeli nie potrzebuję dużej dawki nawilżenia to mieszam maseczkę z hydrolatem lub po prostu dodaję do niej żel aloesowy. Wszystkie metody testowałam i byłam zadowolona.

Czym nakładam?
Nie lubię takich masek nakładać dłońmi. Aby dobrze wymieszać proszek z wodą uzywam małego naczyniu, w moim przypadku jest to mała szklanka na drinki. Wybierać zawartość ze szklani rękami to nie najlepszy pomysł. Grozi to pobrudzeniem siebie i całej przestrzeni dookoła ;) Maskę ze szklaneczki przenoszę na twarz za pomocą pędzla do podkładu, syntetycznego- języczkowego. Idealny do masek :)




Maska jest na bazie spiruliny, która śmierdzi jak pokarm dla rybek. Nie jest to przyjemny aromat jednak nie drażni na tyle abym czuła konieczność natychmiast zmyć tę maskę. Czas oczekiwania na zastygnięcie to około 10 minut. Z hydrolatem i wodą zastyga najszybciej z oczywistych powodów. Jeżeli pomieszamy z żelem aloesowym lub hialuronowym to zastyga znacznie wolniej. Jeżeli użyję oleju nie zasycha w ogóle. Generalnie nie dopuszczam do zastygania maski na skórze. Jeśli czuję jakieś suche miejsce to psikam wodą termalną. 

Jak działa na skórę?
Widzę znaczne rozjaśnienie skóry po zmyciu, skóra wygląda na wypoczętą, naczynka są mniej widoczne i znikają zaczerwienienia z policzków. Bardzo łagodna dla skóry, nie szypie w żadnych partiach twarzy i nie podrażnia oczu.  

Jak często stosować?
Producent zaleca 2 razy w tygodniu i tego się trzymam. 


Polecana do skóry wiotkiej, poszarzałej, dojrzałej, suchej i tłustej oraz ze skłonnościami do wyprysków. 
Obecną wersję dostępną w sklepie wzbogacono perłami. 




czwartek, 6 lipca 2017

Podkład Catrice HD LIQUID COVERAGE.

Z marką Catrice swoją przygodę zaczęłam bardzo dawno temu, wypróbowałam od nich już raczej wszystkie rodzaje podkładów. Marka ma rozsądne kolory, neutralne i nie mam problemów z dobraniem odcienia dla swojej karnacji. Dziś recenzuję HD Liquid Coverage, który spełnia większość wymagań jakich oczekuję od podkładu. 

Kosmetyk ma niestandardowe opakowanie. Szklane, eleganckie, posiada pompkę więc duży plus! Bardzo nie lubię podkładów, które trzeba wylewać na dłoń. Mam tutaj do czynienia z rzadką i wodnistą formułą więc taka forma aplikacji tylko ułatwia stosowanie. 


Pojemność: 30 ml    Dostępność: Drogerie Natura   Cena: około 28 zł. 




Jest to podkład HD więc powinien pięknie wyglądać na zdjęciach. Nie ma się do czego przyczepić, skóra wygląda po nim świetnie. Nie ma efektu rozbielenia twarzy na fotografiach. 


Trzeba nim szybko pracować. Ma zdolność samozastygania. Szybko tworzy matowy efekt na skórze i trudno go poprawić lub dołożyć większą ilość kiedy już zastygnie na twarzy. Pięknie łączy się z lepką bazą pod podkład lub z krem, który nie jest tłusty. Odpadają wszelkie tłustawe kremy z wysokimi filtrami, ponieważ na nich nie chce się osadzać i zastygać. Przy wciskaniu w skórę robią się zacieki od gąbeczki. Bardzo łatwo utrwalić go pudrem, świetnie sprawdza mi się w tej roli sypki Inglot lub sypki Wibo. Wystarczy delikatnie omieść skórę pędzlem. Myślę, że posiadaczki cery suchej będą mogły zostawić go bez utrwalania. Po paru minutach od nałożenia tworzy matowy efekt. Koncentruję się głównie na przypudrowaniu policzków aby bronzer lub róż ładnie mi się roztarł. 






Produkt ma takie wady jak:
- trochę ciemnieje, jest to minimalny efekt i nie odcina się od szyi tworząc maskę
- pompka za każdym razem nabiera inną ilość produktu i potrafi strzelać ;)
- nie łączy się z tłustymi kremami i nie współpracuje z większością kremów z wysokim SPF






Bardzo polubiłam go za to że nie zbiera się w liniach mimicznych i nie migruje w ciągu dnia. Sprawdził się zimną, wiosną i obecnie świetnie wypada podczas wysokich temperatur. Nie nanoszę poprawek w ciągu dnia. Przez 9 godzin trzyma się bez zarzutu, po tym czasie czasami zauważam delikatne prześwity na nosie od odciskania nadmiaru sebum. Latem po 4 godzinach cera zaczyna mi się świecić i niestety bez matujących bibułek się nie obędzie :) 

Wykończenie na twarzy bardzo mi odpowiada. Podkład nie ciastkuje i nie zapycha skóry. Ma bardzo lekką formułę i dobrze kryje. 






Bardzo polecam ♥



środa, 5 lipca 2017

Maska ślimakowa Estetica Czyste Piękno


To najgorsza maska w płacie jaką miałam okazję testować. Kupiłam ją w Biedronce, podejrzewam, że w Hebe też są dostępne. Nie widzę zalet w tym kosmetyku a co mi tak bardzo nie odpowiada? O tym w dalszej części wpisu. 



Kocham maseczki w płacie i mam już ogromne porównanie. Jeszcze żadna maska europejska nie okazała się lepsza lub tak samo dobra jak te azjatyckie ale z takim bublem jak Czyste Piękno nie miałam styczności.  Szał na taką formę masek trwa, więc producenci wypuszczają coraz więcej takich propozycji.

Kosmetyk jest zamknięty w folii, z dużą ilością płynu. Dodatkowo pakowany w tekturę.


Skład:
Aqua, Glycerin, Propylene Glycol, Collagen, Snail Secretion Filtrate, Mica, Phenoxyethanol, Glyceryl Stearate, Allantoin, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Linallol, Alpha-Isomethyl lonone, Limonene. 





Minusów jest niestety wiele. 
Zacznę od tego, że po rozwinięciu dostajemy gruby, żelowy płat, który nie jest elastyczny i nie dopasowuje się tak dobrze do kształtu buzi jak bawełna. Kształt fatalny. Kompletnie nie pasuje do rozmiaru mojej twarzy za do odpowiednio będzie leżała na kobiecie z wielkim nosem, małymi ustami i bardzo blisko osadzonymi oczami. Żeby się dopasować trzeba również mieć twarzyczkę jak dziecko bo maska jest bardzo mała co dokładnie widać na zdjęciu, starcza mi do 3/4 policzka. Dziura na usta wypada na brodzie. 

Żeby ją dopasować trzeba się namęczyć, kilka razy przykładać, rozedrzeć większe dziury na oczy. Ten kto to zaprojektował chyba w ogóle nie brał pod uwagę prawdziwych proporcji twarzy ludzkiej ;) No to jakaś kpina jest! 

Idziemy dalej! W dotyku to jest dziwna żelowata galareta, z której ocieka płyn, musiałam otrzepać to nad wanną bo dałabym sobie tym po oczach :P Nie jest nasączona, żel jest tylko mokry i po paru minutach tylko zimny i jak on ma zadziałać na skórę? Jak już udało mi się to nałożyć zaczęły piec mnie oczy :( Skóry mi nie podrażniła. 





Założyłam - zrobiłam zdjęcie i zdjęłam. Tak bardzo piekły mnie oczy! 


Podsumowując
Obślizgła galareta nie trzyma się twarzy, wciąż odpada, zsuwa się i musiałabym z tym poleżeć na łóżku ale zaczęła mnie piec w oczy więc zdjęłam.  Producent powinien wziąć pod uwagę prawdziwe proporcje twarzy, bo to nikomu nie będzie pasować! To przypomina odlew karykatury człowieczej twarzy. o_0
Po zdjęciu na skórze zostało mi bardzo dużo brokatu, który zmyłam wodą. 




wtorek, 4 lipca 2017

Odżywka do włosów bez spłukiwania. Joanna Professional z keratyną odbudowująca- spray.

Dziś przedstawię Wam kolejną odżywkę w sprayu, która wpływa bardzo korzystnie na włosy przesuszone. Jest lato. Trochę zmienne. Czasem bardzo wilgotno, czasem trochę mniej a to wszystko sprawia, że włosy są skłonne do puszenia się a w dotyku wydają się suche. 
Znalazłam odżywkę wygładzającą i nawilżającą. Dla moich włosów okazała się idealna na lato. Moje fale uwielbiają proteiny, szczególnie keratynę. Jeżeli przez dłuższy czas postawię tylko na emolienty to niestety tarcę skręt a włosy zamieniają się w puch i zaczynają mieć z każdym myciem coraz większą tendencję do puszenia się i nadmiernej objętości. 
Znalazłam produkt proteinowy, który radzi sobie z letnimi problemami ♥


odżywka użyta na wilgotne włosy, do stylizacji użyłam Pure Locken krem od Isany 



Skład
 Alpha-Isomethyl Ionone, Aqua, Butyloctanol, Butylphenyl Methylpropional, Cetrimonium Chloride, CI 16255, CI 19140, DMDM Hydantoin, Glycerin, Hydrolyzed Corn Protein, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Soy Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydroxycitronellal, Isopropyl Alcohol, Laureth-10, Limonene, Linalool, Methylisothiazolinone, Parfum, Silicone Quaternium-16, Undeceth-11, Undeceth-5.


Wygładzić i dociążyć puszące się włosy to wcale nie jest taka prosta sprawa. Włosy spuszone, którym brakuje elastyczności zaczynają się plątać a wtedy można je tylko umyć. Pamiętajcie aby na siłę nie reanimować skrętu bo to powoduje, że włosy się kruszą. 

Poprawiam sobie skręt tą odżywką o ile warto to zrobić. Nigdy nie psikam splątanych mocno włosów, nie próbuję ich ponownie układać a już na pewno nie sięgnęłabym po szczotkę.

Rozczesywanie na sucho loków grozi połamaniem końcówek, sprzyja rozdwajaniu. Jeżeli już uda nam to się zrobić to otrzymamy brzydki puch a kosmyki przypominają potargane falowane siano, to nigdy nie wygląda dobrze. 




Jak stosuję?
Są dwie opcje. Odżywka świetnie sobie radzi na mokrych jak i na suchych włosach. Na suche włosy rozpylam ją przed wyjściem w te dni kiedy widzę, że odgniotłam brzydko loki od poduszki lub zaczyna brakować im elastyczności. Wystarczy mała ilość odżywki i ponowne odgniecenie fal.
Druga opcja to psikanie włosów wilgotnych i tę opcję stosuję najczęściej. Używam jej zamiast odżywki w kremie lub dokładam na odżywkę w kremie. Rozczesuję i wgniatam coś do stylizacji.

Jakie są minusy?
-odżywka nie ułatwia rozczesywania, jeśli masz mocno splątane włosy po myciu użyj czegoś w kremie bez spłukiwania, po co się męczyć ;)
-brzydko pachnie, czuć ją intensywnie gdy rozpylę na suchych włosach, uważam z ilością, żeby nie potęgować aromatu, którego nie chcę czuć od siebie ;)
-opakowanie solidne o dużej pojemności aż 300 ml ale spray fatalny, ciężko się tego używa, dla mnie psikanie jedną ręką jest niemożliwe, muszę spuszczać głowę w dół, w jednej ręce trzymam butlę a drugą naciskam rozpylacz, może mam felerną sztukę? ;)


Odżywka ma działanie wygładzające i nawilżające. Skorzystają na niej kręconowłose, które mają włosy łase na proteiny. W składzie jest dobra bomba proteinowa ♥ Luksus dla moich kręciołków.
Zostaje ze mną na lato + różowy spray bez spłukiwania L'oreal.





poniedziałek, 3 lipca 2017

Maseczki koreańskie BIOAQUA Animal TIGER & Animal DOG

Maseczki Bioaqua są dostępne online, stacjonarnie ich nie widziałam. Wiecie może jakie drogerie sprzedają w ogóle maski w płacie ale te koreańskie? Podzielcie się komentarzach. 
Zamówiłam spory zapas i okazuje się, że bardzo dobrze zrobiłam, gdyż sprawdziły się u mnie a obecnie sporo podrożały. Zamawiałam je na początku kwietnia, na allegro, i były w cenie 6,99.
Obecna cena to 7,49 lub 9,99 za sztukę. 


Animal TIGER 
Tygrysek jest kolorowy, zabawny. Płachta zamknięta jest w foliowym opakowaniu, w którym jest ogromna ilość esencji. Zostaje na parę kolejnych zastosowań. Ściskam ze sobą obie folie, tak aby jak najmniej powietrza dostawało się do środka i przez kolejne 3 dni, mam konkretną porcję do wtarcia w skórę twarzy, szyję i dekolt. Zapach maseczki jest delikatny. Nie męczy, w zasadzie przestaję go wyczuwać po paru sekundach. W odczuciu jest niesamowicie mokra, aż zbyt mokra, nadmiar potrafi trochę spływać na szyję. Esencja w folii jest w dotyku trochę śliska i super zimna przez całe 20 minut, które należy trzymać maseczkę na twarzy. Nie ściąga się, nie przesuwa, jej rozmiar jest dla mnie idealny. Nie wywołuje podrażnienia wokół oczu, nic nie piecze. 

Efekt?
Skóra zmiękczona, gładziutka, nawilżona. Producent zapewnia, że maseczka przyspiesza gojenie się potrądzikowych ran oraz blizn. Czy faktycznie goi to nie wiem, nic nie miałam na twarzy gdy stosowałam tę maskę. 

INCI
Water, Glycerol, Propylene Glycol, North American witch hazel (HAMAMELIS VIRGINIANA) extract, Trehalose, Sodium Hyaluronate, Xanthan Gum, Bis (hydroxymethyl) Imidazolidinyl Urea, Iodoproparin Butyl Carbamate , EDTA Disodium, Flavor, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil.





Animal DOG
Ta wersja maseczki podobnie jak tygrysek ma w środku bardzo mocno nasączoną płachtę, którą można potrzymać nad zlewem aż odrobinę ocieknie nadmiar. Delikatnie spływanie płynu na szyję wcale mi nie przeszkadzało. Wcierałam go w dłonie i dekolt. To nie trwa długo, przez pierwsze sekundy czuję delikatnie, że coś tam ocieka ;) Zapach również delikatny, niewyczuwalny po paru minutach. Maska jest zimna i pieknie odpręża zmęczoną cerę. Dobrze rozłożona na skórze idealnie się dopasowuje do kształtu buzi. Nie zsuwa się. Z maseczką chodzę po domu, w tym czasie zaparzam sobie herbatę lub zmieniam kolor lakieru na paznokciach. Nie wymaga leżenia i nie ruszania się ;) Na pewno nie odpadnie ;) Płat na koniec wykorzystuję do przetarcia ramion i dekoltu. 

Efekt?
Nie ma żadnego uczucia pieczenia. Nie podrażnia oczu.  Skóra wydaje się wyciszona, ukojona, zmiękczona i nawilżona. 

INCI
Water, Glycerol, Propylene Glycol, Aloe Extract, Centella Asiatica Extract, Xanthan gum, Iodoproparin Butyl Carbamate, Bis (hydroxymethyl) Imidazolidinyl Urea, Disodium EDTA, Flavor, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil.





Jakie maseczki w płacie lubicie?



czwartek, 22 czerwca 2017

Odżywki do włosów bez spłukiwania w sprayu. L'oreal vs Gliss Kur.


Odżywki w sprayu nie należą do moich ulubionych bo mam świadomość, że nie odżywiają włosów a jedynie na chwilę polepszają ich kondycję. Za pomocą takich psikaczy reanimuję sobie skręt ;) Która bomba silikonowa jest lepsza?







Obie odżywki mają podobną, dwufazową zawartość, którą należy dokładnie połączyć zanim zaczniemy rozpylać na włosach. Psikadełka działają bez zarzutu w przypadku obu kosmetyków. 






Wydajność jest super. Odżywki wystarczają na bardzo długo. Mam obecnie bardzo długie włosy i po kilku psiknięciach czuję, że włosy są wilgotne od odżywki.


Jak reanimuję skręt za pomocą takiego produktu ?

Rozpylam odżywkę na suchych włosach lub na włosach lekko pokrytych sokiem z aloesu lub żelu aloesowego. Aloes w formie płynnej jak i żelowej znajdziecie w każdej aptece lub sklepie ze zdrową żywnością. Staram się psikać równomiernie, trochę od spodu, ze spuszczoną głową w dół oraz po wierzchu włosów. Robię to zawsze z umiarem. Wilgotne włosy rozdzielam palcami i staram się je bardzo delikatnie ugniatać aby wydobyć fale na nowo. Zazwyczaj pomaga.





Czym odzywki różnią się od siebie?

Składem ;) Lepiej wypada odżywka L'oreal. Przede wszystkim nie puszy jak Gliss Kur. Lepiej nabłyszcza i lepiej pachnie. Zmiękcza natychmiast, zostawia piękny owocowy zapach na pasmach. Dociąża, lekko wygładza ale nie tracę skrętu. Ułatwia rozczesywanie gdy po myciu rozpylę ją na mokrych włosach.

Gliss Kur niestety puszy. Włosy wygniecione na tę odzywkę wyglądają dobrze na parę godzin. Loki zamieniają się po niej w lejce, bywają spuszone i plątają mi się od spodu w okolicy karku. Nadaje ładny połysk ale to za mało. Nie obciąża pasm. 



Przy użyciu silikonowych odzywek w sprayu bardzo łatwo poprawić kondycję włosów, nadać im trochę elastyczności jeśli zaczynają nam się zamieniać w sucharki. Jeżeli sama odżywka nie pomaga polecam dołożyć na włosy żel lniany lub żel do stylizacji włosów ale rozwodniony zwykłą wodą.

Taka poprawa kondycji jest tylko na chwilę. W moim odczuciu te odżywki kompletnie włosów nie odżywiają. Zapewniają zmiękczenie i nadają połysku.


Używacie odżywek w sprayu bez spłukiwania?