W poprzednich postach wspominałam, że kremy kupuję ze względu na to, że nie mam po nich uczuleń jak po zwykłej maszynce. Depilacja u kosmetyczki jest długotrwała ale muszę dawać skórze odpocząć, jest naczynkowa, szczególnie na udach.
Kremów miałam już bardzo dużo, testowałam już chyba wszystko co dostępne jest w drogerii, śmiało stwierdzam, że Bielenda sprawdza się najlepiej.
Po prostu działa najszybciej choć też nie wyrabia się w czasie jaki obiecuje producent na opakowaniu.
Kremy są w miękkich tubkach i nie mam problemów z wydobyciem ich do końca. Nakładam szpatułką dołączoną do każdego opakowania, dość grubą warstwą. Mogą być stosowane na wszystkie części ciała twarz, bikini, całe ciało. Nie nakładam na nogi, nie mam cierpliwości stać i czekać aż krem rozpuści włoski. Przydają mi się do bikini i np pod pachy, wtedy lubię z kremem posiedzieć w kąpieli. Nogi zawsze można przelecieć maszynką, najszybszy sposób.
Krem trzymam około 8-9 min po czym zbieram szpatułką. Po osuszeniu nakładam na depilowane miejsca oliwkę, lub jakiś krem na podrażnienia dla dzieci. Nigdy mnie po nich nie wysypało.
Wszystkie tubki mają pojemność 100 ml, kosztują w granicach 7 zł, zależy od promocji, przeważnie kupuję je w Rossmannie.


