Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róż do policzków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róż do policzków. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 marca 2016

Róż Wibo Smooth'n Wear 02

Róże Wibo cieszą się ogromną popularnością. Są łatwo dostępne, mają bardzo dobrą jakość i kosztują zaledwie 8 zł. Marka Wibo niedawno zmieniła opakowania. Jestem zadowolona z tej zmiany, plastik jest twardzy, lepszy i wygląda bardziej elegancko. Wieczko jest płaskie (poprzednie było trochę wypukłe), zamyka się szczelnie, śmiało można wziąć go do torebki jeśli zajdzie taka potrzeba. Nie otwiera się, a sam plastik nie niszczy się tak szybko jak poprzedni. 




Róże są twarde, mocno sprasowane, nie kruszą się i nie osypują się podczas nabierania na pędzel. Konsystencja jest pudrowa, równomiernie rociera się na policzkach. Nakładałam go pędzlem okrągłym, puszystym oraz skośnym typowym do różu i oba sprawdzają się dobrze.

Lubię jego formułę, nie tworzy na policzkach żadnych plam. Róż ma silną pigmentację więc delikatnie rozcieram, nie dociskam mocno pędzla do skóry. Próbowałam kilka kolorów na dłoni i zauważyłam, że nie wszystkie odcienie są tak samo mocno nasycone. 02 to jeden z tych silniejszych pigmentacji. Różowe odcienie wypadają na skórze delikatniej.










Kolor 02 to odcień brzoskwiniowy, bardzo nasycony, trochę wpada w odcień koralowy, jesli nałożę go w większej ilości. Bezdrobinkowy. Wykończenie matowe. Komponuje się z brązowymi cieniami, pasuje też do fioletów. Śmiało mogę nosić go na co dzień, dobrze się z nim czuję.
Makijaż przeważnie nakładam rano, wieczorem przy demakijażu mam go jeszcze dużo na policzkach. Minimalnie jaśnieje, nie tworzy plam co mnie bardzo cieszy. Nie ma nic gorszego jak migrujący bronzer czy róż, lub nieestetyczne resztki różu, które tworzą dziwne plamy.

Wariantów kolorystycznych jest 6. Wszystkie kolory są przyzwoite, jest w czym wybierać.

Masz swój ulubiony odcień Wibo? :)


sobota, 22 sierpnia 2015

Essence Blush UP! Róż do policzków w letnim, koralowym kolorze.


Róż z Essence kupiłam wiosną. Służy mi przez całe lato! Idealnie komponuje się z opalenizną.

Jeden róż! 3 efekty :)

Kosmetyk jest w przezroczystym, prostym opakowaniu. Jest ze mną od trzech miesięcy, nie widać na nim śladów użytkowania. Wieczko nadal szczelnie się zamyka, na pewno nie otworzy się w torebce. Obecnie, oprócz szminki, nie noszę innych kolorowych kosmetyków. Na co dzień do pracy noszę, średniej wielkości listonoszkę. Nie lubię latem nosić wielkich toreb, a to wiąże się z ograniczeniem bagażu kolorówkowego ;) Generalnie róż w torebce nie jest mi potrzebny, ale mam koleżanki, które takie kosmetyki muszą mieć ze sobą na co dzień i nie wyobrażają sobie opakowań, które rozpadają się po tygodniu lub tak się niszczą, że wstyd to wyjąć i np. skorzystać z lusterka ;)





Róż składa się z dwóch kolorów. Z lewej strony mamy róż w odcieniu pomarańczowym, z prawej różowy.


Zdjęcie poniżej przedstawia, jak wypadają na skórze, gdy robiłam zdjęcia, skóra nie była opalona.





Tak wygląda róż po zmieszaniu dwóch kolorów.




Kolor na policzku można budować. Same decydujemy, czy chcemy efekt bardziej różowy, czy bardziej brzoskwiniowy.




Róż ma tendencję do twardnienia, tzn na wierzchu robi się tłusta warstwa, skamieniała co osłabia pigmentację kosmetyku. Wystarczy to zdrapać, chociażby patyczkiem do uszu. Taka sytuacja zdarza się również z cieniami do powiek. 

Łatwo go rozetrzeć do delikatnej mgiełki. Kolor w opakowaniu jest dość neonowy i może kojarzyć się z kosmetykiem dla małych dziewczynek, jednak na twarzy kolor wychodzi spokojniejszy.
Wykończenie satynowe.

Polubiłam i chętnie z niego korzytam. Doskonale komponuje się w rozświetlaczem z Golden Rose oraz bronzerem marki Inglot. Na trwałość nie mogę narzekać. Widzę go na policzkach do wieczora, trochę gubi intensywność, ale nie robią się prześwity.


czwartek, 26 lutego 2015

Róż Inglot 75


Dziś przedstawię kolejny róż z Inglota. Potrzebowałam produkt w delikatnej kolorystyce, który będzie spełniał funkcję i różu i bronzera. Wiem, że to wydaje się głupie, bo jeden kosmetyk nie może zastąpić drugiego ale mam takie dni, że nie chcę cackać swojej twarzy i różem i bronzerem. Czasami mam sporo na powiekach, wtedy na policzkach pasuje tylko róż, albo tylko bronzer. Tak uważam. Jestem blondynką i ograniczam kosmetyki kolorowe na twarzy. Gdy zmaluję oczy, stawiam na delikatną cerę. Mocny makijaż oka + bronzer + róż + rozświetlacz w moim przypadku wygląda niekorzystnie. Kicz i dyskoteka na twarzy. 

Miał być produkt bronzujący z Kobo. U wielu dziewczyn te produkty się pojawiają ale mnie nie zachwyciły po spróbowaniu na dłoni w Naturze. 


I co zrobiłam? Poszłam do sprawdzonego Inglota :) Uwielbiam te róże, są tanie świetnie napigmentowane i służą bardzo długo. Miałam kupić puder do modelowania twarzy HD, niestety, nie było. Wykupili 504 i nie mogłam go pomacać :(
Sprawiłam sobie w ramach pocieszenia puder HD i róż 75, który może być różem jak i bronzerem :)










Odcień
Ciepły. Nie przepadam się konturować zimnym, ziemistym produktem, który odbiera blask mojej cerze i wygląda jak brud ;) Mało które chłodne odcienie tak naprawdę mi pasują.
75 jest nie za ciemny i nie za jasny. Nie widzę w nim ceglastych tonów, które też są trudne w noszeniu. Wykończenie matowe, gdy dotykam go palcami wydaje się aksamitny.

Jako róż? 
Owszem, ale tylko w lecie lub zimą po zmianie tonacji o jeden ton za pomocą opalacza z tubki :)

Obecnie używam go najczęściej pod kością policzkową. Samodzielnie wygląda znakomicie, zadowalająco rozciera się z różami w kolorze różowym :)

Bo róż nie musi być różowy. Wszystko zależy od tonacji i odcienia skóry.










Musiałam kupić wersję w plastikowym, okrągłym słoiczku. Zdecydowanie wolę wkłady do palety ale nie było. Dostałam odpowiedz, że ten kolor cieszy się sporym zainteresowaniem, ciągle się sprzedaje i mają obecnie tylko wersję w słoiczkach.

Wkład do palety jest wygodniejszy i wychodzi taniej (15 zł), róż w opakowaniu kosztuje coś około 22 zł, nie pamiętam więc poprawicie mnie jeśli się mylę.







Bardzo lubię pracować różami z Inglota. Miękkim pędzlem doskonale się rozcierają. Nie trzeba w nich miziać, zresztą nie polecam bo zrobicie sobie plamy na twarzy a produkt będzie się pylił. One maja tak silną pigmentację, że wystarczy tylko dotykać je pędzlem. Nadmiar otrzepuję lub zostawiam na dłoni. 


Polecacie jakieś inne numerki oprócz 99, 82, 72, 89, 75 ?


Buziole :* 

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Brzoskwiniowy róż Inglot 99


Róże z Inglota uwielbiam ♥
Za trwałość, kapitalną pigmentację, niską cenę, wydajność i przyjemność pracowania z nimi. 
Są to róże o suchej konsystencji, która mi bardzo odpowiada. Mam kilka odsypek róży mineralnych w ładnych kolorach ale nie porwały mnie, chyba już za bardzo przywykłam do róży i bronzerów w kamieniu :)

Kolejny raz napiszę, że od lat cenię odcień 82, niezwykle uniwersalny, chłodny różowy kolor ale nie za różowy ;) Zaraz za nim 72, typowy jasny różowy ale nie kiczowaty ;)
3 ulubiony róż z Inglota to dzisiejszy bohater z numerkiem 99. 








Róż ma malutkie, delikatnie migoczące drobinki, widać je doskonale we wkładach ale na twarz się nie przenoszą, przy rozcieraniu po prostu się gubią. 
Daje bardzo subtelny efekt po roztarciu, jest matowy z niewielką ilością drobinek. Trzeba się przyjrzeć, żeby je dostrzec, subtelnie migają w słońcu. Odcień jest ciepły, brzoskwinkowy, dodaje dziewczęcości :) Zdecydowanie dla fanek ciepłych odcieni. 

Pigmentacja
Do rozcierania tych róży najlepiej sprawdzają mi się okrągłe lub skośne pędzle ale koniecznie miękkie i dość puszyste wtedy mogę uzyskać efekt delikatnej mgiełki. Nabieram je z wkładów lekko dotykając powierzchni, w tych różach nie da się mocno "dziabać" bo potrafią się kruszyć, nie polecam też zataczać pędzli okrągłym ruchem bo na twarzy będzie efekt ruskiej lalki ;)
Pigmentacja jest silna i nie polecam tych róży początkującym. 









Cena
  • w opakowaniu okrągłym około 22 zł
  • wkład do palety 15 zł i z tej opcji korzystam, najlepiej kupić większą paletę na róże i do niej kompletować kolory, wychodzi taniej i wszystko jest w jednym miejscu

Porwałam się na odcień nie mając przekonania do tych drobin, kręciłam nosem sprzedającej ale nie żałuję. Uwielbiam go na swojej bladej cerze zimą, latem na opalonej wygląda jeszcze lepiej. 


Jeśli macie jakieś swoje ulubione brzoskwiniowe odcienie, nie mające ceglastych tonów to piszcie w komentarzach ;))



                                                                                                   Pozdrawiam :-)

piątek, 7 lutego 2014

Kości policzkowe ze świetlistym połyskiem. Róż Mac- Dainty.


Mac Dainty to najdroższy róż w mojej kosmetyczce. Przyzwyczaiłam się już do róży Inglot, są trwałe, tanie i bardzo dobrej jakości, spełniają wszystkie moje oczekiwania i tak naprawdę nie miałam ochoty wydać więcej na żadne inne róże dopóki nie omamił mnie Dainty ;)

Kolor zachwycił mnie tak bardzo, że postanowiłam kupić.
Ma bardzo przyjemny odcień, właśnie taki jakie lubię najbardziej. Połączenie tonów różowych i brzoskwiniowych bardzo do mnie pasuje. Takie kolory dodają uroku, dziewczęcości, ocieplają twarz, pasują do bladej jak i opalonej cery. Latem kapitalnie podkreśla opaleniznę, świetliste, nienachalne drobinki ozłacają kości policzkowe. Na bladej cerze efekt może być trochę nienaturalny.
Drobinki są maleńkie i gubią się przy rozcieraniu, na twarzy niewiele ich zostaje.



Jest to róż wypiekany o słabym nasyceniu, można go nakładać bezpośrednio z opakowania, nie robi plam więc nie ma potrzeby otrzepywać nadmiaru z pędzla. Jest zbity, twardy, nie kruszy się i dzięki temu nie ma nadmiaru na pędzelku a żeby nabrać go więcej trzeba zakręcić parę razy pędzlem w opakowaniu. Produkt idealnie sprawdzi się dla początkujących.
Nie sprawia kłopotów przy rozcieraniu, kolor można sobie budować, dokładając kolejne warstwy.










Polecam szczególnie kobietom, które mają problemy z ładnym roztarciem produktu na policzkach.
Róż nie smuży, nie robi prześwitów a tworzy subtelną mgiełkę. Równomiernie nakłada się za pomocą okrągłego puchacza jak i skośnego pędzelka do różu.

Na początku byłam bardzo zawiedziona, przyzwyczaiłam się do silnej pigmentacji róży z Inglota. Nawet róże Wibo są bardziej nasycone. Nauczyłam się nim pracować, budować efekt i teraz jestem zadowolona szczególnie ułatwia mi życie rano, kiedy maluję się w pośpiechu ;)

Róż to kosmetyk bardzo wydajny ale chyba nie będę skłonna wydać 100 zł na inny kolor. Wielbię róże z Inglot a pojedynczy wkład do palety kosztuje 15 zł, za 100 zł mogę skomponować sobie małą paletkę :)

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Róż do policzków Inglot 82

Lubuję się w różach od Inglota, niesamowicie wydajne, mocno napigmentowane, ładnie się rozcierają, cenię sobie także ogromny wybór kolorów. Moim ulubieńcem jest 82, zgaszony, chłodny, pięknie prezentuje się na policzkach, pasuje prawie do każdego makijażu. Kolor jest spokojny, mocno roztarty może wyglądać bardzo naturalnie. 

Poprzednio kupiłam róż okrągły w opakowaniu, gdy sięga dna zawsze mi się kruszy, dzieje się tak nawet z pudrami, resztki łatwo skruszyć zataczając koła pędzlem, ja dodatkowo mam tendencję to stukania w opakowanie aby otrzepać nadmiar.
W używaniu nie ma dla mnie różnicy, jednak wolę kupować wkłady, oszczędność miejsca w kosmetyczce. 









Nabieram ten róż dotykając go miękkim, puszystym pędzlem, nie radzę w nim miziać, jest miękki i na pewno wtedy nabierzesz go za dużo, wystarczy przyłożyć do niego pędzelek, spokojnie wystarczy  na aplikację całego policzka.

Rozcieranie: różem można pracować, da się zrobić delikatną mgiełkę lub nałożyć go nieco intensywniej, trzeba uważać bo można zrobić sobie plamy. Na twarzy musi być sucho, matowo, to klucz do sukcesu.

Trwałość: na przypudrowanej twarzy trzyma się do wieczora i oczywiście na trwałym podkładzie.


Na policzku mocno roztarty, często tak nakładam (nie cierpię plam) ah i nie używam często bronzerów bo za nimi nie przepadam, wolę sam róż nawet pociągnięty do linii włosów przy moim kształcie twarzy dobrze to wygląda.







Cena: wkład do palety kosztuje około 15zł, okrągły w opakowaniu coś około 22zł jak dobrze pamiętam.

Kolor uniwersalny, zawsze dobrze wygląda.

sobota, 19 maja 2012

Virtual róż do policzków


Z Virtual nie mam doświadczenia, kupowałam tylko lakiery do paznokci, jakieś 2 miesiące temu zawiodłam się na dwójeczce cieni, dla mnie zbyt  słaba pigmentacja, cienie oddałam... 
Kupiłam róż do policzków, zakup był nieplanowany, cena niewielka a kolor bardzo ładny :)



Opakowanie jest zwykłe, takie samo jak w pudrach Essence. Mam go już bardzo długi czas i nadal jest w całkiem dobrym stanie, nie rozpada się, jedynie napisy się ścierają, ale to u mnie norma przy tanich kosmetykach.

W opakowaniu dołączony jest bezużyteczny pędzelek, nim nie da się nic zrobić, kiepsko wykonany, włosie tandetne. Każdy włos robi swoje i odstaje w inną stronę.
Pomijając ten tragiczny gadzet sam róż spisuje mi się świetnie, z koloru jestem bardzo zadowolona, ciepły, brzoskwiniowo- ceglasty, takiego koloru jeszcze nie miałam.



Róż jest mocno napigmentowany, podobnie jak moje ulubione róże z Inglota, wystarczy go dotknąć pędzlem, po czym koniecznie zostawić nadmiar na dłoni lub otrzepać,  inaczej będzie go za dużo.
Mocno napigmentowane róże są trudne w obsłudze szczególnie dla początkujących, łatwo nim narobić plam.

Jeśli już mi się zdarzy że efekt jest za mocny, rozcieram go czystym pędzlem. Jest matowy bez żadnych drobinek.




Jest to odcień 09.
Cena: około 12zł.