Róże Wibo cieszą się ogromną popularnością. Są łatwo dostępne, mają bardzo dobrą jakość i kosztują zaledwie 8 zł. Marka Wibo niedawno zmieniła opakowania. Jestem zadowolona z tej zmiany, plastik jest twardzy, lepszy i wygląda bardziej elegancko. Wieczko jest płaskie (poprzednie było trochę wypukłe), zamyka się szczelnie, śmiało można wziąć go do torebki jeśli zajdzie taka potrzeba. Nie otwiera się, a sam plastik nie niszczy się tak szybko jak poprzedni.

Róże są twarde, mocno sprasowane, nie kruszą się i nie osypują się podczas nabierania na pędzel. Konsystencja jest pudrowa, równomiernie rociera się na policzkach. Nakładałam go pędzlem okrągłym, puszystym oraz skośnym typowym do różu i oba sprawdzają się dobrze.
Lubię jego formułę, nie tworzy na policzkach żadnych plam. Róż ma silną pigmentację więc delikatnie rozcieram, nie dociskam mocno pędzla do skóry. Próbowałam kilka kolorów na dłoni i zauważyłam, że nie wszystkie odcienie są tak samo mocno nasycone. 02 to jeden z tych silniejszych pigmentacji. Różowe odcienie wypadają na skórze delikatniej.


Kolor 02 to odcień brzoskwiniowy, bardzo nasycony, trochę wpada w odcień koralowy, jesli nałożę go w większej ilości. Bezdrobinkowy. Wykończenie matowe. Komponuje się z brązowymi cieniami, pasuje też do fioletów. Śmiało mogę nosić go na co dzień, dobrze się z nim czuję.
Makijaż przeważnie nakładam rano, wieczorem przy demakijażu mam go jeszcze dużo na policzkach. Minimalnie jaśnieje, nie tworzy plam co mnie bardzo cieszy. Nie ma nic gorszego jak migrujący bronzer czy róż, lub nieestetyczne resztki różu, które tworzą dziwne plamy.
Wariantów kolorystycznych jest 6. Wszystkie kolory są przyzwoite, jest w czym wybierać.
Masz swój ulubiony odcień Wibo? :)















