Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kallos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kallos. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 listopada 2016

Maski do włosów Kallos Omega i Cherry. Która lepsza?


Odkąd maski Kallos zaczęły być dostępne w drogeriach Natura, jest mi bardziej do nich po drodze i łatwiej mi po nie sięgać. Przetestowałam kolejne dwie. Słoiczek 275 ml kosztuje około 5 zł. Litrowa maska kosztuje 10 zł i lepiej opłaca się kupić ale pod warunkiem, że będzie służyła włosom i się nie zmarnuje. Postanowiłam wypróbować Kallos Omega i Kallos Cherry w małej pojemności. Dobrze! Dużego pudła Omega na pewno bym nie zużyła. 


Kallos Omega
Przeznaczona dla włosów przesuszonych i bez połysku. Producent twierdzi, że 5 minut z maską bogatą w kwasy tłuszczowe omega-6 jest w stanie polepszyć kondycję suchych włosów. 
Nie jestem zadowolona z tej maski i uważam, że kondycji włosów to ona nie poprawia. Bardzo niewydajna. Nie ułatwia rozczesywania i to jest duży minus. Włosy suche trudno doprowadzić do ładu po myciu, przeważnie są mocno splatane i trudne do rozczesania. Nie nadaje takiej elestyczności jakiej bym sobie życzyła jesienią, kiedy końcówki narażone są na błyskawiczną utratę wilgoci. Konsystencja jest gęsta, nie spływa i śmiało można trzymać pod czepkiem długi czas. Zdarzyło mi się przesadzić. Kontakt produktu ze skórą zaowocował podrażnieniem i swędzeniem. Przeszkadza mi jest nieprzyjemny i duszący zapach. Planuję ją mieszać z innymi odżywkami lub polepszać domowym sposobem. Użyta solo niewiele robi z włosami. 

-słaba elastyczność
-brak nawilżenia
-niewydajna
-nieprzyjemny i duszący zapach
-puszy loki 

Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Parfum, Borago Officinalis Seed Oil, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone. 




   Kallos Cherry   
Wersja wiśniowa okazała się dużo lepsza dla moich niedogodnych loków. Po kuracji 15 minutowej czuć zmiękczenie pasm przy rozczesywaniu. Po wysuszeniu włosy są podatne na układanie, dobrze się kręcą i nie są obciążone. Używam jej pod czepek i nic już nie dodaję, jestem zadowlona w 100 % z połysku po jej użyciu, jak i z kondycji. W moim odczuciu jest "mocno sliska" i przy spłukiwaniu trzeba się wczuć i dokładnie pozbyć się jej z włosów ;) Pachnie plastikową wiśnią ale w porównaniu z Omega to mega przyjemny aromat ;) Średnio wydajna. Nie puszy włosów.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Prunus Avium Seed Oil, Parfum, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone. 


Wiele z Was polecało mi Kallos Omega ale niestety u mnie się nie sprawdziła. Kallos Cherry daje radę ale nie pobiła mojej ulubionej Keratin oraz Silk :)




środa, 17 sierpnia 2016

Recenzja masek do włosów Kallos Cherry i Blueberry. Która lepsza?


Moje testowanie Kallosów wciąż trwa. W sieci o tych maskach pisano już wiele i myślę, że recenzje będą pojawiały się nadal, ponieważ są to produkty z taniej półki fryzjerskiej, które naprawdę działają. 
Opakowania tych masek niewiele się różnią odkąd producent zaczął wypuszczać tylko białe pudła. Wolałam poprzednie opakowania, z daleka było widać, która jest która ;) Teraz trzeba się przyglądać na lustrzane etykiety, które wg mnie są nie na miejscu. Etykieta powinna być czytelna. Na błyszczącej etykiecie trudno przeczytać skład, zwłaszcza na tych małych słoiczkach. 


Kallos Cherry jak i Bluberry polecało mi wiele z Was. Cherry służy moim włosom, z kolei Blueberry nic szczególnego z moimi lokami nie robiło. 





Opakowania tych masek są bardzo wygodne, konsystencja jest na tyle rzadka, że bez żadnych problemów wypływa na dłoń. Nie lubię wkładać łapek w maski, zwłaszcza jeśli mam duże opakowanie. Woda, która dostanie się do środka może popsuć właściwości maski, jeśli nie zużyjemy jej w mairę szybko. Mały słoiczek zużyć łatwo, dlatego zdecydowałam się testować mniejsze wersje. Dużą warto kupić wówczas gdy wiemy, że zużyjemy ją do końca i nie zapuści w łazience korzeni ;)




Kallos Blueberry
Jagodowa! Już na samą myśl kojarzy się dobrze i na pewno większość kobiet pomyśli, że musi mieć cudowny zapach. Rozczarujecie się. Kallos ma w ofercie maski, które pachną dużo intensywniej i ładniej. Owocowa woń jest tutaj bardzo sztuczna, chemiczna i dusząca, ale nie mogę powiedzieć, że nieprzyjemna. Według mnie pachnie mało intensywnie, nie wyczuwam jagodowego aromatu na wysuszonych włosach.
Właściwości mocno średnie, nie jest to maska, która po paru użyciach zdyscyplinuje i ogarnie tak wymagające włosy jak moje. Zmiękcza przyzwoicie ale nie na tyle abym miała po niej elastyczny i dyndający skręt :) Są maski, które nadają włosom lepszej elastyczności np Kallos Color. Zużyłam małe opakowanie i zdecydowanie stwierdzam, że nie ma dobroczynnego wpływu, przy dłuższym stosowaniu raczej miałabym większy puch niż mam zazwyczaj :) Kolejny minus to brak jakiegokolwiek połysku po jej użyciu. Czas trzymania jej pod czepkiem nie ma w zasadzie żadnego znaczenia. Szkoda czasu.
Nie polecam. Sprawdzi się jedynie na włosach prostych i takich, które z reguły nie wymagają intensywnej pielęgnacji. Uwaga na skalp. Podrażnia!

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Persea Gratissima Oil, Parfum, Vaccinium Myrtillus Extract, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Niacinamide, Calcium Pantothenate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Pyridoxine HCl, Maltrodextrin Sodium Starch, Octenylsuccinate Silica, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.




Kallos Cherry 
Tutaj znowu mam do czynienia z zapachem słodko- chemicznym niewiele przypominającym wiśnie. Niewyczuwalny na włosach. Cherry trzymana pod czepkiem działa dużo lepiej niż wspomniana wczesniej Blueberry. Włosy są łatwe do rozczesania, bardzo sypkie, dociążone a loki cudownie elastyczne. Typowa maska zmiękczająca, nie zabierająca włosom objętości. Podsumowałabym ją jako "niezwykły zmiękczacz". Gęsta formuła trzyma się włosów i nie zdarzyło mi się aby spłynęła i zrobiła mi parę strupów na głowie jak Blueberry. 
Jeśli masz problem ze zdyscyplinowaniem włosów, narzekasz na suchość i lubisz kiedy twoje włosy po myciu są gładkie, sypkie i zmiękczone to polecam Kallos Cherry :)

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Prunus Avium Seed Oil, Parfum, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.



Maski dostępne są w drogeriach Natura i Hebe. Mały słoiczek zawiera 275 ml i przydatny do użycia przez 12 miesięcy. Cena około 6 zł.



czwartek, 17 marca 2016

Maska Kallos Keratin do włosów suchych i zniszczonych.


Moje włosy przepadają za proteinami, jeśli zabraknie mi ich w pielęgnacji tracę skręt. Włosy stają się lejące i smętne. Zamiast loków przypominają strąki. Takie braki uzupełnia mi Kallos Keratin. Można łatwo przeproteinować włosy tą maską, wiele z Was przeproteinowało włosy nawet Kallosem Bananowym więc radzę ostrożnie ;) Wersja Keartin to jedna z moich ulubionych!

Aromat tej maski nie należy do najlepszych ale nie jest najgorszy. W recenzjach dziewczyny pisały, że kojarzy im się z męskim zapachem, coś w tym jest... Słodki zapach Blueberry lub przesłodzony Banana trochę mi się znudził, cieszę się, że nie wszystkie maski Kallosa mają do bólu słodki aromat, kto by z tym wytrzymał ;) Keratin jest dla mnie świeży, minimalnie wyczuwam w nim wodę kolońską ;) Jestem obojętna na ten zapach, ani mi nie przeszkadza ani szczególnie nie wpada w gust. W każdym razie, nie czuję go na wyszuszonych włosach. 


Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolyzed Milk Protein, Hydrolyzed Keratin, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Parfum, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone. 

Efekty
Przeważnie używam sporą ilość, staram się wylewać z opakowania około 3 łyżki stołowe maski na dłoń i rozprowadzam na włosach. Unikam zanurzania wilgotnej dłoni w produkcie. Pudło jest wielkie i trochę postoi zanim ją zużyję, więc nie chcę by się zepsuła, gdy zostanie tam woda. Efekty są widoczne i da się wyczuć, że maska "naprawia" mój skręt, kiedy potrzymam ją na włosach około 20 minut. Jesli macie cienkie włosy, to nakładajcie oszczędnie, ponieważ jej nadmiar długo wypłukuje się z włosów. Daje ten charakterystyczny poślizg i niestety niedokładnie spłukana obciąża włosy. Ułatwia rozczesywanie. Po wysuszeniu brakuje włosom elastyczności, ale kiedy odpoczną, odwdzięczają się mega miękkimi falami. Po Kallosie Keratynowym nie narzekam na włosy około 2 - 3 dni. Skręt ma się dobrze, końcówki są wygładzone i nie żyją własnym życiem ;)
Moje blond włosy całkiem nieźle odbijają światło po takiej kuracji. 

Litr maski można kupić za 10 zł w sklepach fryzjerskich. Pojawiły się nawet w drogeriach Natura. Mają w ofercie małe i duże pojemności. 


Znalazłaś już swojego idealnego Kallosa? :)

poniedziałek, 15 czerwca 2015

O dwóch kondycjonujących maskach do włosów. Kallos bananowy i Kallos algi.



Tych masek już raczej nikomu nie trzeba przedstawiać. Włosomaniaczki chętne testują te produkty i w blogsferze można znaleźć wiele recenzji dlatego i ja dorzucę od siebie parę słów, jako posiadaczka włosów rozjaśnianych i kręconych.

Kallos ostatnio szaleje z nowościami. Wypuścili na rynek szereg nowych masek do włosów. Ten plastikowy, zakręcany słój ma aż 1000 ml i nie kosztuje więcej jak 10 zł. Cena bardzo zachęca do wypróbowania.

Maski są przeogromne i chyba nie wszystkie wersje są dostępne w mniejszej pojemności, której tak naprawdę nie opłaca się kupować. Opakowanie 250 ml kosztuje 6 zł. Najlepiej zakupić dużą pojemność z mamą, siostrą czy przyjaciółką :)




❀ KALLOS BANANA ❀

INCI : Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Olea Europaea Oil, Parfum, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Musa Sapientium Fruit Extract, Niacinamide, Calcium Pantothenate, Sodium Acsorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Pyridoxine HCI, Maltrodextrin Sodium Starch, Octenylsuccinate Silica, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Zacznę od opisania zapachu. Na pewno nie każdej kobiecie będzie odpowiadał tak silnie słodki aromat. Wg mnie to przesłodzony nektar, czuć w nim esencję banana i słodkość budyniu. Bardzo długo zostaje na włosach, co mnie osobiście bardzo pasuje :) Maska przecudownie ułatwia rozczesywanie, włosy przy spłukiwaniu są niesamowicie śliskie, więc tą właściwość docenią posiadaczki włosów długich, plączących się.
Maska działa przede wszystkim wygładzająco, ujarzmia mi niesforne drobne loki, które niezdyscyplinowane dobrym produktem robią co chcą. Efekt widać już po pierwszym użyciu, włosy są gładsze, bardziej miękkie. Na efekt WOW mogę liczyć, kiedy nie nakładam jej zbyt często. Stosowana raz w tygodniu robi mi z końcówek strączki. Zbijają się w gromadki i tracą objętość. Maska jest po prostu za ciężka do moich włosów i zbyt często stosowana przyczynia się do utraty loczków. Głównie stosuję ją przed myciem.


Konsystencja
Jak na maskę to jest dość rzadka, ale idealna do trzymania pod czepkiem. Nie spływa z dobrze odsączonych włosów. Konsystencja budyniowa, która całkiem dobrze chwyta się włosów.


włosy po Kallos Banana 




❀ KALLOS ALGAE ❀

INCI : Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Olea Europaea Oil, Parfum, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Fucus Vesiculosus Extract, Laminaria Digitata Extract, Spirulina Maxima Extract, Porphyra Umbilicalis Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Ta wersja zapachowa podpasuje dziewczynom, które nie są w stanie zdzierżyć przesłodzonego banana :) Tu już nie jest tak słodko, powiedziałabym, że nieco świeżo, może trochę kwiatowo? Zapach jest lżejszy ale trzyma się na suchych włosach cały dzień. Kallos Algi potrafią mi ułożyć niezły kocioł na głowie. Niestety ta wersja z niedopasowanym szamponem po prostu puszy mi loki. Docieranie tej maski trochę czasu mi zajęło i teraz wiem, że moje włosy lubią ją po olejowaniu. Olejowanie-mycie-maska = najlepsza wersja. Po takiej kuracji fale są jak obłoczki. Mięciutkie, aż chce się je dały czas dotykać. Nie obciąża. Czy nawilża? Nie. Efekt jest jednorazowy, do umycia pod warunkiem, ze nie spuszy.

Oba te Kallosy mają taką samą konsystencję, niezbyt gęstą i niezbyt rzadką, po przechyleniu słoiczka wypływa na dłoń. Obie są trudne do spłukiwania, śliską maź bardzo długo czuć pod dłońmi.
Na moją długość włosów, potrzebuję około 1 łyżki stołowej maski, na jedno użycie. Efekty po tych dwóch Kallosach są dobre, ale na pewno nie mogłyby być rozwiązaniem na stałe.
Nie odżywią nam włosów jakoś szczególnie, zdyscyplinują zmiękczą i KONIEC. Takie są Kallosy :) Ale dobrze je mieć i zaserwować włosom, od czasu do czasu, kondycjonującą kąpiel w pachnidle ;)
Uwaga na skórę głowy! Zapach jest na 4 miejscu w składzie, więc wrażliwcom może podrażniać skalp.


Ostatnio zauważyłam, że Kallos Banana jakby trochę rozjaśnia włosy? Czy któraś z Was mi potwierdzi, że wersja z bananem delikatnie rozjaśnia? 

Jakie są Wasze doświadczenia z maskami Kallos?