Obecnie do nakładania różu na policzki używam trzech pędzli. Innych nie mam, puściłam w świat te, których nie używałam. Pędzel z Inglota ma już 5 lat, Hakuro około 1,5 roku a Lovely dostałam kiedyś w paczce ambasadorskiej i było to około 2 lata temu.
Najtrwalsze pędzle ma Inglot, służą parę lat a włosie nie traci swoich właściwości.
Hakuro już nie jest tak miękki jak był mimo to, że dbam o niego i myję w łagodnych detergentach. Lovely to średniak, który można kupić za śmieszną kwotę, rozciera fajnie ale nie jest tak miękki jak pozostałe dwa i nie współpracuje ze wszystkimi kosmetykami.
Pędzelek okrągły Inglot jest niebywale mięciutki. Dość duży, precyzyjnie ścięty i bardzo puszysty. Przy jego pomocy róże nakładają się miękko, uzyskanie mgiełki jest banalnie proste. Pędzelek ma bardzo fajny kształt i wielkość, która pozwala na używanie go do nakładania różu jak i pudru. Biorąc go do ręki od razu czuć, że jest to pędzel wysokiej jakości. Do produkcji tych pędzli wykorzystują włosie kozy, jest bardzo błyszczące nawet po 5 latach używania. Nie wypłowiało, jest nadal niebiańsko miękkie. Pędzle z Inglota są drogie ale wg mnie warte swojej ceny. 15 BJF kosztuje około 40 zł.
Hakuro H21 jest wykonany z naturalnego włosia kozy. Włosie jest tlenione dlatego ma biały kolor. Miękkość jest spoko ale do Inglota nie będę go porównywała, nie jest tak miękki. Włosie przycięte po skosie bardzo ułatwia nadanie odpowiedniej granicy dla bronzera. Pędzel może być używany do konturowania jak i rozcierania róży. Do rozświetlacza też go używałam ale jednak jest trochę za duży. Wpasowuje się idealnie na kość policzkową, rozciera do zadowalającej mgiełki. Nowy był bardziej miękki niż jest teraz. Za każdym razem myję go łagodnymi szamponami dla dzieci ale co parę miesięcy i tak traci miękkość. Obecnie jest też bardziej napuszony.
Nie zabrudza się i nie odbarwia się od kosmetyków. Mycie jest błyskawiczne. Gdyby mi się rozpadł byłabym skłonna kupić go ponownie, to dobry pędzel ale raczej nie wytrzyma mi tyle co Inglot. Cena około 30 zł.
Pędzlek skośny do różu od Lovely jest najtańszy i najsłabszy. Jego włosie nie jest precyzyjnie przycięte, do niebiańskiej miękkości pędzli Inglota i Zoeva nawet nie ma co porównywać. Włosie jest syntetyczne, szaro-czarne, bardzo łatwo wypłukują się z niego kosmetyki. Za każdym razem po myciu musi "dojść do siebie", wokoło pędzla odstają pojedyncze włoski, długo schnie i nie każdy kosmetyk ładnie się nim rozetrze. Z różami wypiekanymi nie ma problemu, Mac Dainty rozciera mi do bardzo miękkiej mgiełki. Z różami Inglota już sobie nie radzi. Inglot zapewnia nam bardzo silną pigmentację przy wszystkich wykończeniach i do nich potrzeba miękkich i puszystych pędzli.
Makijaż da się nim zrobić ale nie wart zachodu. Lepiej kupić Ecotools.
A Ty jakim pędzlem rozcierasz róż na kościach policzkowych? :-)























