Szukałam kremu ochronnego, zimowego z wysokim filtrem. Zwykły Bambino wystarcza od czasu do czasu ale brakuje mu SPF. Zdecydowałam się na Lirene wodoodporny z SPF 20, moim zdaniem faktor zupełnie wystarczający na zimową porę, poza tym w tym roku słońca mamy jak na lekarstwo.
Przez cały rok używam La Roche Posay Anthelios, obecnie go odstawiłam bo nie zabezpiecza odpowiednio skóry.
Krem jest w tubce co nie do końca mi odpowiada. Wolę słoiczki tradycyjne lub opakowania z pompką, z tubek zawsze trudno wyciskać produkt do końca a nie lubię przeciętych opakowań na toaletce...
Zapach przyjemy podoba mi się, przypomina trochę zapachy balsamów do opalania.
Uwaga! Krem nie nawilża, raczej natłuszcza, zostawia tłustawy film, zawiera parafinę (nie wykluczam, nie we wszystkich kremach mnie zapycha), skóra po aplikacji jest błyszcząca, podobnie jak po Bambino.
Nakładam go pod podkład, ładnie się z nim stapia, nic się nie roluje i nic nie spływa. Nie zapchał mi porów. Ma całkiem przyjemną konsystencję, gęstą ale bardziej smarowną niż np Bambino.
Mam cerę naczynkową, lubi być kapryśna, zaczerwieniona i niedogodna gdy jest narażona na zmiany temperatury powietrza, zabezpieczam ją tym kremem już od 2 miesięcy i skóra jest mniej wrażliwa.
50 ml kosztuje około 20 zł
W celu zabezpieczania skóry przed mrozem i zimnym wiatrem jak najbardziej się sprawdza.


