Cenię Inglota. Od kilku lat.
Cienie do powiek kupuję rzadko. Nie kuszą mnie duże palety, o których jest głośno w internecie. Ostatnim moim zakupem był zestaw cieni Makeup Revoluction, który szału nie zrobił. Obecnie na topie są Too Faced ale odpuszczam. Na chwilę obecną wolę zbierać cienie pojedyncze, dokupować takie kolory, których potrzebuję. Mam małą słabość do cieni Sleek i czasami pokuszę się o zestaw, który wpadnie mi w oko :)
Wiosną była obniżka na kolorówkę w drogeriach Natura. Kupiłam wtedy 4 pojedyncze cienie z Kobo. Wszystkie mają wykończenie matowe.
104- to bardzo jasny beż, zupełnie inaczej wyglada na powiece, spodziewałam się, że będzie to odcień kawy z mlekiem tak jak w krążku ale niestety wpada w brzoskiwnię. Jestem z niego zadowolona, podoba mi się, ale nie lubię, gdy cienie są przekłamane, to samo dotyczy odcieni lakierów do paznokci
110- intensywny matowy róż, bardzo ładny, nadaje świeżości w makijażu, używam go przeważnie w załamnie powieki, komponuje się z odcieniami śliwkowymi i brązami. Ten odcień nie jest przekłamany, na powiece wygląda tak samo jak w krążku.
107- kolejny przekłamany kolor. Miał na wierzchu jasną warstwę, która już po pierwszym dotknięciu pędzla znikała zaskakująco szybko. Myślałam, że to będzie jasny róż, okazało się że 107 to intensywny odcień koralowy. Bardzo ładny ale to znów nie ten odcień, który chciałam.
105- najpiękniejszy z całej czwóreczki. Brązowo brzoskwiniowy odcień, który pięknie podkreśla opaleniznę i brązowe tęczówki. Łączę go najczęściej z odcieniami brązu oraz odcieniami bordowymi. Z tym odcieniem trafiłam idealnie!
Cienie przechowuję w palecie z Ingota bo te uważam za najlepsze.
Jakie cienie z Kobo polecacie?
Jestem zadowolona z formuły, cienie mocno sie nie osypują, są trwałe i ładnie się rozcierają. Planuję dokupić parę kolorów :)





















